Bounce
kwiecieÅ„ 7, 2008 · Print This Article
23 września 2002 to ważna data dla fanów BJ. Tego dnia miała miejsce premiera nowego krążka zespołu. Wszyscy byli ciekawi w jakim kierunku zespół podąży tym razem. Czy ktoś się rozczarował ? Mam nadzieję że nie, bo jeżeli CRUSH było SLIPPERY nowej ery to BOUNCE można porównać do NEW JERSEY.
Oba albumy cechuje ta sama siła ekspresji i dynamika, a jedyną różmicą są ballady (kiedyś były to tzw.”power ballads”,teraz mamy szczere, prawie akustyczne kawałki). Poza tym, wszyscy znamy powiedzenie że nie zmienia się zwycięskiego składu - w obu przypadkach byli ci sami producenci,odpowiedzialni za wielki sukces poprzedniczek(Bruce Fairbairn, Luke Ebbin+JB+RS). No ale dosyć porównań… BOUNCE to prawdziwy czadzik, energia i optymizm, parę balladek i wspaniałe historie. Tym razem tytuł płyty nie zmieniał się ani razu (choć były różne propozycje-Jon został przy pierwotnym ). I jak zawsze u BJ- nazwę albumu a także niektóre piosenki można odczytywywać na różne sposoby. Wśród autorów mamy ponownie Billy”ego Falcona i “nieśmiertelnego” Desmonda(który jest także ko-producentem). Nowym człowiekiem jest Andreas Carlsson, który współpracował min. z …….( nie, nie - nie chcecie wiedzieć, lepiej nie). Ale to co stworzył z BJ rekompensuje wszystkie shity jego żywota. Jest nie tylko ko-producentem ale też współautorem pierwszego singla. Wybaczmy mu jego grzechy…
Album otwiera chyba najmocniejszy kawałek od czasów “HEY GOD”: “UNDIVIDED”. To prawdziwy odjazd, wspaniałe gitary i bas, świetny refren. To będzie kolejny hymn zespołu. Piosenka odnosi się bezpośrednio do tragicznych wydarzeń z 11 września, ale ma w sobie nutę nadziei i optymizmu. Następny jest “EVERYDAY”, kolejny manifest Jona w stylu “IT”S MY LIFE”. Całą piosenkę napędza Tico (”Nobody swings like Tico Torres”-wg Jona) i pulsujący bas Hugh. ??wietna robota, fajny teledysk i typowe BJ. Dalej tempo nie spada - “THE DISTANCE”- kawałek napisany przez wielkie trio. Chyba nic więcej nie trzeba dodawać. Te trzy pierwsze numery to murowane hity koncertowe, będą śpiewane przez wypełnione po brzegi stadiony(of course - not in Poland). “JOEY” to znakomita kompozycja, przypominająca “LEVON” Eltona Johna ( Jon nie ukrywa inspiracji tą piosenką). Opowiada wspaniałą historię o koledze z sąsiedztwa (z ciekawym,wiele mówiącym pseudonimem), o marzeniach i planach, o przyjazni. I nawet jeśli to fikcja - to takiego kawałka nie powstydziliby się “real storytelling masters” jak Bruce S., Tom P., Bob D. czy Tom W.
Prawdziwy majsterszyk autorstwa Jona i Richie”go. Drugą wspaniałą historią jest “RIGHT SIDE OF WRONG”. Zainspirowana filmem “Butch Cassidy i Sundance Kid” opowiada o planie dwójki przyjaciół (nie do końca udanym), którzy postanowili zdobyć kasę w trochę nielegalny sposób. Ciekawe czy Ricky to Richie….A propos Richie”go - w tej kompozycji gra najdłuższe (i chyba najfajniejsze)solo na płycie. Ale i tak kluczowym instrumentalistą na obu wspomnianych kawałkach jest Dave,który wreszcie mógł się wykazać. A w kawałkach “EVERYDAY”,”HOOK ME UP” i “BOUNCE” efekty specjalne Dave”a są absolutnie kluczowe. Wyżej wymienione piosenki to prawdziwy rock a la BON JOVI 21 wieku. “HOOK ME UP” to niesamowity czad i klimat niczym z “Obcego”(mnie osobiście kojarzy się właśnie z tą klasyką SF). Zagubienie,rozpaczliwe wołanie o pomoc,próba skontaktowania się ze światem. A z drugiej strony możemy to odczytywać jako nawiązanie do dzisiejszych czasów, gdzie potrzebujemy stabilności,pracy,kontaktu z drugim człowiekiem (nie ma to jak American English - hook sb up to skontaktować się z kimś ale także zatrudnić kogoś, podobnie jak take sb on). A ściana dzwięku stworzona przez Richie”go i Hugh to mistrzostwo świata. I jeszcze to urwane zakończenie :save me,save…..i już po nas-Obcy nas zjadł, he,he. ??wietna piosenka. “BOUNCE” to z kolei utwór reprezentujący cały album, muzycznie w tym samym klimacie co OWN. Dużo fajnych efektów, talkbox w tle i wiele mówiący tekst : “(…)wezcie mnie pod uwagę- czy spiszcie mnie na straty, ja i tak wciąż będę odnosił sukcesy .” To kolejny manifest Jona skierowany do branży muzycznej, która przed CRUSHem spisała zespół na straty i potem strasznie się zdziwiła na co ich jeszcze stać. Tekstowo mamy klimat rywalizacji sportowej(mi kojarzy się z futbolem amerykańskim). Murowany hit stadionów + silny kandydat na singla. I ma tylko jedną wadę (podobnie jak cały album) : jest trochę za krótka. Ale to nic. “BOUNCE” to płyta dla każdego fana BJ, jest to ukłon dla nas, a nie dla radia czy stacji muzycznych jak VIVA czy MTV. Tu nie ma potencjalnych przebojów dla całej rodziny w stylu “IT”S MY LIFE”.. Bo i niby po co?
Dla niektórych fanów “BOUNCE” to najlepsza płyta jaką zrobili. Poza czadem i energią z lat 80-tych jest tu coś jeszcze : dojrzałość i szczerość. A to są cechy płyty “THESE DAYS”. “MISUNDERSTOOD”i “LOVE ME BACK TO LIFE” - niby proste kawałki ale jednak nie do końca. Mają w sobie coś z “HEARTS BREAKING EVEN” i “IF THATS WHAT IT TAKES”. Ale są bardziej przebojowe (”MISUNDERSTOOD”może będzie singlem?). Natomiast najlepsza ballada to “YOU HAD ME FROM HELLO”. Niezła jest też “OPEN ALL NIGHT” inspirowana jednym z odcinków “ALLY McBEAL”. Obie te balladki przypominają inne szczere, miłosne kawałki : “BITTER WINE” czy “DIAMOND RING”. A to oznacza że singlami raczej nie będą. Bo ballady w stylu “THANK YOU FOR LOVING ME” czy “BED OF ROSES” na “BOUNCE” nie znajdziemy. “ALL ABOUT LOVING YOU” za bardzo kojarzy się z jakimś Lionelem Richiem lub innym pop-masterem i generalnie ma jakiś świąteczny klimat(fajny jest tylko bridge - w stylu starego Def Leppard-Jon brzmi niczym Joe Elliot). “BOUNCE” to album kompletny, a nie tylko zlepek singli (zresztą trudno wskazać co będzie singlem a co nie). To dawka potężnego rock”n”rolla z domieszką wspaniale opowiedzianych historii i miłosnych wyznań. Mamy tu przebojowość CRUSH i SLIPPERY, siłę i dynamikę NEW JERSEY i szczerość+dojrzałość rodem z THESE DAYS i KEEP THE FAITH. Brakuje tylko jednej “power-ballad” w stylu “ALWAYS” i wtedy mielibyśmy kwintesencję BON JOVI ,podsumowanie 20-letniej działalności. Tak czy inaczej - to płyta roku. Teraz czekamy na box-set. Znajdą się pewnie “życzliwi”,którzy będą szemrać i w głębi duszy wściekać się :” Jak oni to robią?Jak długo jeszcze?Jaki mają złoty środek?” No cóż - my swoje wiemy, a dla “życzliwych” mam odpowiedz : “(…) call it karma, call it luck, me - I just don”t give a @#$!” He, he. SEE YA IN BERLIN brothers & sisters !!!



Comments
Got something to say?