Crush

kwiecieÅ„ 7, 2008 · Print This Article

W otwartym liście do fanów(członków oficjalnego fanklubu BACKSTAGE) Jon napisał:.’…wiem że ten album was nie zawiedzie. Jeśli musiałbym go porównać do innych naszych albumów to zdecydowanie jest mu bliżej do Slippery i Jersey niż do Keep the faith i These days. Ten album jest radosny bo powstawał w radosnej i komfortowej atmosferze. Nikt nas nie gonił, mieliśmy na wszystko czas. Jego przesłanie jest bardzo optymistyczne i pozytywne. Będziecie się przy nim dobrze bawić tak jak my się bawilismy nagrywajac go …’ Czy trzeba cokolwiek dodawać? Ten album to przede wszystkim świetna zabawa.

Warto było czekać choc krótko to nie trwało: 5 lat od These Days, 3 od Destination, 2 od Undiscovered . Oczywiście w międzyczasie nie próżnowano : ‘Let it rain’ z Pavarottim, ‘Mr Big Time’ dla filmu Armageddon, ‘Real life’ dla EdTv oraz cała masa filmów Jona(’The Leading Man’, ‘ Little City’, ‘No Looking Back’, ‘Homegrown’, ‘ Row your boat’, ‘U-571′). Jednak nic nie może się równać pracy zespołowej. I choć tytuł był zmieniany parokrotnie(SEX SELLS > ONE WILD NIGHT > CRUSH ) to w końcu doczekalismy się. 29 maja 2000 roku, dokładnie 5 lat od These Days, wychodzi Crush. Miesiąc wcześniej swoją premierę miał nowy singiel i teledysk zespołu ‘It’s my life’, który momentalnie wdarł się na wszystkie możliwe listy przebojów (w Polsce trwało to trochę dłużej). Wayne Isham - stały współpracownik zespołu, wyreżyserował znakomity teledysk który zostanie w końcu doceniony(nagroda VH-1). W wakacje wychodzi drugi singiel (znowu podparty fajnym teledyskiem autorstwa Ishama) i zespół rusza w pierwszą od 4 lat trasę CRUSH TOUR 2000.

Produkcji ponownie podjęli się liderzy + nowy człowiek w branży Luke Ebbin, który wcześniej był inżynierem dzwięku. Album zaczyna się wspaniale nowym hymnem ‘It’s my life”. Widać wyraznie inspirację i wpływ The Animals i Franka Sinatry . Ale przede wszystkim jest to ukłon w stronę ‘Livin’ on a prayer’ i jego bohaterów Tommy’ego i Giny. Słuchając tego kawałka ma się wrażenie że znowu mamy magiczne lata 80-te. Poza tym wielkim sukcesem było to że ‘It’s my life’ podobała się wszystkim - niezależnie od wieku, płci, wykształcenia. Na koncertach był śpiewany przez całe rodziny, przez młodych, starszych i starych. No i stał się też hymnem kilku drużyn sportowych . Drugi utwór na płycie to ukłon w stronę The Beatles, jednak brzmiący całkiem współcześnie . Nie mogło oczywiście zabraknąć ballad (’Thank you for loving me’,'She’s a mystery’). Pierwsza z nich była zainspirowana filmem ‘Meet Joe Black’ z Bradem Pittem, drugą Jon napisał będąc we Francji . ‘Two story town’ ma w sobie coś z Toma Petty’ego a ‘Next 100 years ‘ to powitanie nowego wieku ( Richie gra tu najdłuższe solo w swojej karierze) . Najważniejszą piosenką dla Jona jest ‘Just older’-kolejny hymn mający w sobie coś z ‘Blood on blood’. Ten utwór to swoista autobiografia dwóch najważniejszych członków zespołu ( pierwsza zwrotka o Jonie, druga o Richie’m.). No i refren wyjaśniający wszystko . Należy dodać że wspaniale sprawdza się na koncertach podobnie zresztą jak i ‘Captain Crash&The Beauty Queen from Mars’. Ten utwór wyszedł z głowy Richie’go, który przyjechał do Rzymu by wraz z Jonem go dopracować(frontman w tym czasie pracował na planie ‘U-571′) . Mamy też piosenkę która mogła promować film ‘Armageddon’ - ‘Save the world’ (ostatecznie wybrano utwór Aerosmith). Ogromnym plusem CRUSHa jest fakt, że płyta kończy się tak samo wybuchowo jak się zaczyna . ‘One Wild Night’ to chyba najlepsza piosenka na rockową imprezę, wspaniale zagrana i zaśpiewana, napisana przez starych przyjaciół (Jon, Richie,Desmond) i utrzymana w klimacie ‘Bad Medicine’. Swietna gitara Richie’go, super chórki i niezapomniane ‘Na na na na na na nna’ . Bon Jovi w swoim żywiole . Kolejny murowany hit.

CRUSH jest najbardziej braterską i rodzinną płytą jaką grupa kiedykolwiek zrobiła . Poza wspaniałymi manifestami typu ‘It’s my life’ czy ‘Just older’ mamy też piosenki pisane z myślą o konkretnych osobach (’Mystery train’ Jon napisał dla żony, ‘I got the girl’ dla córki a ‘Captain Crash…’ to ukłon w stronę glam rocka i Davida Bowie’go(a dokładnie bohatera Ziggy’ego Stardusta)). Ta płyta to wielki powrót zespołu, powrót do popularności i sukcesów, powrót do optymizmu i radości życia, powrót do korzeni. I nawet bonus tracki i odrzuty są znakomite( tylko posłuchajcie tej linii basu na ‘Neurotica’- wspaniała robota Hugh). ‘I could make a living..’, ‘ Temptation’, ‘ I dont wanna live forever’, ‘ Hush’, ‘Ain’t no cure for love’. Można by dalej wymieniać…

Comments

Got something to say?