Lost Highway

kwiecień 7, 2008

Od sukcesu CRUSH Bon Jovi rozpieszcza fanów praktycznie co rok wypuszczajÄ…c na rynek kolejne wydawnictwa. Bardziej (HAND) lub mniej udane (TLFR), ale dowodzÄ…ce, że zespół próbuje siÄ™ rozwijać. W 2007 roku postanowiono zaserwować fanom album LOST HIGHWAY. I uÅ›ciÅ›lijmy na samym poczÄ…tku, że jest to pÅ‚yta inspirowana muzykÄ… country i Nashville (które jest swoistÄ… MekkÄ… dla muzyków country). Od klimatu pÅ‚yty, poprzez historie opowiadane w piosenkach, aż na bogatym instrumentarium koÅ„czÄ…c-czujemy ducha tej muzyki. I bÄ…dźmy szczerzy, żeby do koÅ„ca zrozumieć tÄ™ muzykÄ™-trzeba być Amerykaninem. StÄ…d wÅ‚aÅ›nie biorÄ… siÄ™ problemy z klasyfikowaniem najnowszej pÅ‚yty BJ w Europie i zwÅ‚aszcza w Polsce. Bo co my możemy wiedzieć o country? Możemy tylko próbować…Ale fani zespoÅ‚u majÄ… uÅ‚atwione zadanie bowiem pÅ‚yta wciąż brzmi jak powinno brzmieć Bon Jovi. Jon i Co. nie byliby sobÄ…, gdyby zrobili nagle caÅ‚kowity zwrot i przestali grać w swoim stylu. Poza tym, perfekcjonizm Jona kolejny raz daÅ‚ o sobie znać. Zgodnie z zasadÄ…: jak robić coÅ› nowego- to robić to profesjonalnie lider podjÄ…Å‚ współpracÄ™ z artystami i kompozytorami, którzy obecnie stanowiÄ… absolutnÄ… czołówkÄ™ w muzyce country. PoczÄ…wszy od drugiego producenta Danna Huffa, przez songwriterów Gordie Sampsona, Bretta Jamesa, Hillary Lindsey(caÅ‚a trójka dostaÅ‚a w tym roku Grammy w kategorii best song country), a na duecie Big&Rich i Leann Rimes koÅ„czÄ…c. Zawrotu gÅ‚owy można dostać…Dla przeciÄ™tnego czÅ‚owieka z USA, który nie sÅ‚uchaÅ‚ pÅ‚yty, a spojrzy na te nazwiska-sytuacja bÄ™dzie jasna: Bon Jovi poszli w country…Dla Europejczyka, któremu te nazwiska nic nie mówiÄ…, ale przesÅ‚uchaÅ‚ pÅ‚ytÄ™-bÄ™dzie siÄ™ wydawaÅ‚o, że BJ nagraÅ‚ pÅ‚ytkÄ™ pop. To jak to jest w koÅ„cu?

NajproÅ›ciej można odpowiedzieć, że to BJ inspirowane Nashville. Mniej tu rocka, wiÄ™cej subtelnoÅ›ci i piÄ™knych melodii. Ale tez nie do koÅ„ca. Muzyka country od wielu lat ewoluuje, zapożyczajÄ…c wiele z rocka i innych odmian muzyki. W USA praktycznie te rodzaje sÄ… wymieszane i czasem przypadek decyduje o klasyfikacji danego utworu(Å›wietnym przykÅ‚adem jest ogromny sukces Who Says You Can’t Go Home??). ZresztÄ…, od tej piosenki wszystko siÄ™ zaczęło. To dlatego wÅ‚aÅ›nie Jon postanowiÅ‚ spróbować swoich siÅ‚ w country. Czy mu siÄ™ udaÅ‚o-historia pokaże…Dla fanów oczywiÅ›cie to plus-pod warunkiem, że bÄ™dzie to eksperyment jednorazowy. Ale do rzeczy…

Album zaczyna się świetnym utworem tytułowym. Tekstowo i muzycznie to wymarzona piosenka do jazdy samochodem. Nic dziwnego, że została wykorzystana w filmie drogi Wild Hogs. Ale z drugiej strony to przecież klasyczne BJ. Jakby na tej podstawie klasyfikować piosenki to okazałoby się, że BJ grają country już od dawna.

Tekstowo album jest bardzo równy i tylko dwie piosenki odstają od reszty(Summertime i We Got It Going On). Obydwie są po prostu luzackie i proste. O tej drugiej warto wspomnieć, bo została napisana i nagrana wraz z duetem Big&Rich. Motoryczny bas, talk-box i inne zabawki świadczą, że to rockowe wcielenie BJ, ale czy można by tu mówić o elementach country? Można by i już tłumaczę dlaczego- otóż powyższy duet jest przedstawicielem nurtu modern country-rocka. Wszystko jest wymieszane i dlatego darujmy sobie analizę. Summertime to taki nowoczesny BJ, jaki poznaliśmy niedawno ale czy pasuje na płytę? Chyba nie na tą. Tekst młodzieżowy niczym 99 In The Shade ale pamiętajmy, że wtedy chłopaki naprawdę byli młodzi. A w porównaniu z naprawdę dojrzałymi tekstami innych piosenek z LH- Summertime wypada bladziutko. Muzycznie oczywiście piosenka porywa, może być rekompensatą dla tych fanów, którzy na LH poszukiwali szybszego tempa. Ale czy naprawdę Jon i Richie potrzebują jakiś życiowych tragedii (rozwody, rozstania, śmierć kogoś bliskiego etc), żeby stworzyć takie dzieła jak Whole Lot Of Leavin czy Any Other Day? Chyba tak  bo te piosenki są po prostu najlepsze na płycie. Pierwszą z nich(napisana wraz z Johnem Shanksem i też jego produkcji) Jon powinien zadedykować swoim kumplom z zespołu. Jest to reakcja Jona na to, co działo się w ich życiu prywatnym. Muzycznie to klasyczne BJ, bez silenia się i wydumanych pomysłów. Any Other Day to z kolei piosenka współautorstwa Gordie Sampsona, co może dziwić, bo to znów typowe BJ, jakie fani najbardziej lubią. Mamy nawet dwie solówki Richiego. Sampson prawdopodobnie udzielał się tekstowo, bo ciężko jest tu znaleźć country(choć jak mówiłem wcześniej- trudno jest to zrobić Europejczykowi). Te dwie piosenki to oblicze dojrzałego BJ, jakie poznaliśmy na These Days. Potrzeba czasu aby dojrzały w słuchaczu. To nie materiał na single. Wspaniałe teksty, podniosłe refreny i świetna gitara Ricka. Perełki.

Szybszym kawaÅ‚kiem jest też The Last Night, która po natÅ‚oku ballad lekko podkrÄ™ca tempo pod koniec albumu. Tekstowo to dawka nadziei, jakÄ… zawsze serwuje nam zespół. Od strony muzycznej to ponownie współpraca z Shanksem. PÅ‚ytÄ™ koÅ„czy I Love This Town- klon WSYCGH, z tym, że zamiast It’s all right mamy Say Yeah. Stadionowa atrakcja i radocha dla fanów i zespoÅ‚u. Muzycznie to już przedstawiciel nurtu country-western(podobnie jak odrzut Put The Boy Back In Cowboy), tekstowo to pean na cześć Nashville. WspaniaÅ‚e wyeksponowane solo Richiego. Dobra koÅ„cówka albumu. Trzeba tu wspomnieć, że Jon coraz lepiej sobie radzi z ustawianiem tracklisty- na ostatnich albumach nie ma czasu na nudÄ™, mamy ostry poczÄ…tek, Å›rodek i koniec. Lost Highway ma wspaniaÅ‚y klimat od poczÄ…tku do koÅ„ca, jest po prostu równa.

Ballady specjalnie zostawiÅ‚em na koniec. Można je podzielić na dwie kategorie: a-typowe BJ i b- nowej jakoÅ›ci ale genialne w swojej prostocie. Do pierwszej kategorii można zaliczyć Everybodys Broken i One Step Closer. PierwszÄ… z nich Jon napisaÅ‚ ze starym kumplem Billym Falconem, bez Richiego- co sugeruje, że ponownie lider chciaÅ‚ coÅ› opisać ze swojej perspektywy. Broken to oczywiÅ›cie pozytywne przesÅ‚anie ale przede wszystkim to piosenka o samotnoÅ›ci i zagubieniu. O życiu. PodniosÅ‚y refren niczym w najlepszych balladach, wspaniaÅ‚y rytm perkusji w drugiej zwrotce(nobody swings like Tico Torres). Na marginesie wspomnÄ™ tu o teledysku stworzonym przez fana i umieszczonym na youtube jako Tribute To Mr Sambo. Richie byÅ‚ wtedy na detoxie w klinice, a dziÄ™ki wpisom fanów Broken zaczęło żyć wÅ‚asnym życiem. PowstaÅ‚ taki maÅ‚y hoÅ‚d dla Sambory, pokazujÄ…cy że bez niego nie ma zespoÅ‚u. One Step Closer to zachÄ™ta do podjÄ™cia ryzyka, znowu podniosÅ‚y refren typowy dla zespoÅ‚u ale uwagÄ™ zwraca genialna linia melodyczna w zwrotkach i Å›piew Jona. W ogóle warto tu wspomnieć, że frontman gÅ‚osowo siÄ™ nie oszczÄ™dzaÅ‚. Do drugiej kategorii ballad należą pierwszy singiel Make a Memory, Seat Next To You i Till We Ain’t Strangers Anymore. Wszystkie trzy wyprodukowane przez Danna Huffa, który wniósÅ‚ nowÄ… jakość do ballad zespoÅ‚u. Singiel zaczyna siÄ™ niemrawo, by pod koniec zamienić siÄ™ w czystÄ… magiÄ™. Richie jest tutaj w szczytowej formie, wokal Jona subtelny i przejmujÄ…cy. A z drugiej strony piosenka nie jest przecież jakoÅ› specjalnie noÅ›na i komercyjna. Nie zmienia to jednak faktu, że w zestawieniach na caÅ‚ym Å›wiecie nieźle namieszaÅ‚a. Czyli wolność i swoboda artystyczna, o której wspominaÅ‚ Jon, jest tutaj najbardziej widoczna i co najważniejsze-przynosi efekty. Jest to także jedyna współkompozycja Desmonda Childa na LH, który ponownie wcieliÅ‚ siÄ™ w executive producera. Seat Next To You to efekt współpracy z Hillary Lindsey, która udzielaÅ‚a siÄ™ także w chórkach. WspaniaÅ‚y klimat, piosenka, która musi dojrzeć w sÅ‚uchaczu. Nie jest to materiaÅ‚ na hit, ale wieloznaczny tekst i najwyższej jakoÅ›ci wokal Jona rekompensuje wszystko. Interpretacja należy do sÅ‚uchacza(dla Richiego np.to pożegnanie z ojcem). BJ zbliżyli siÄ™ tutaj do poezji, co tekstowo wynosi ich na najwyższy poziom po tych wszystkich stand my ground live my life i innych kliszach, które niebezpiecznie Jon sobie wszystkie przyswoiÅ‚. Z kolei Strangers to kawaÅ‚ek napisany wraz z Brettem Jamesem i zaÅ›piewany w duecie z gwiazdÄ… country Leann Rimes. Chemia w wokalu miÄ™dzy niÄ… a Jonem wypada bardzo dobrze, Å›wietny dialog kochanków. Gitarka Richiego- mistrzostwo Å›wiata. MateriaÅ‚ na singiel w USA i kolejny hit.

Instrumentarium użyte na LH to kolejny krok do przodu w rozwoju muzyków zespołu. Richie grał min. na elektrycznej gitarze hawajskiej, banjo, mandolinie. Do studia ponadto zaproszono mnóstwo muzyków, grających na mało rockowych instrumentach. Na płycie słychać akordeon, skrzypce, organy i wiolonczelę. Producenci John Shanks i Dann Huff stanęli na wysokości zadania, dzieląc się obowiązkami po połowie.

Lost Highway to nowa jakość i zarazem pozytywna niespodzianka dla fanów(bo jeśli zespół się gdzieś tam zagubił na autostradzie-to niech tam zostanie na jakiś czas- z pożytkiem dla siebie i dla nas). Dla zwykłych słuchaczy może to być płyta country, dla innych- płyta pop, ale dla fanów BJ jest to typowe BJ podane w nowym sosie. Smakowitym-na dzień dzisiejszy-trzeba przyznać. A opinie znawców, ekspertów, wszelakiej maści recenzentów? No cóż- jak mawiał Clint Eastwood: Opinions are like assholes-everybody has one. A my czekamy na solową Richiego. Keep The Faith!

Bounce

kwiecień 7, 2008

23 września 2002 to ważna data dla fanów BJ. Tego dnia miała miejsce premiera nowego krążka zespołu. Wszyscy byli ciekawi w jakim kierunku zespół podąży tym razem. Czy ktoś się rozczarował ? Mam nadzieję że nie, bo jeżeli CRUSH było SLIPPERY nowej ery to BOUNCE można porównać do NEW JERSEY.

Oba albumy cechuje ta sama siła ekspresji i dynamika, a jedyną różmicą są ballady (kiedyś były to tzw.”power ballads”,teraz mamy szczere, prawie akustyczne kawałki). Poza tym, wszyscy znamy powiedzenie że nie zmienia się zwycięskiego składu - w obu przypadkach byli ci sami producenci,odpowiedzialni za wielki sukces poprzedniczek(Bruce Fairbairn, Luke Ebbin+JB+RS). No ale dosyć porównań… BOUNCE to prawdziwy czadzik, energia i optymizm, parę balladek i wspaniałe historie. Tym razem tytuł płyty nie zmieniał się ani razu (choć były różne propozycje-Jon został przy pierwotnym ). I jak zawsze u BJ- nazwę albumu a także niektóre piosenki można odczytywywać na różne sposoby. Wśród autorów mamy ponownie Billy”ego Falcona i “nieśmiertelnego” Desmonda(który jest także ko-producentem). Nowym człowiekiem jest Andreas Carlsson, który współpracował min. z …….( nie, nie - nie chcecie wiedzieć, lepiej nie). Ale to co stworzył z BJ rekompensuje wszystkie shity jego żywota. Jest nie tylko ko-producentem ale też współautorem pierwszego singla. Wybaczmy mu jego grzechy…

Album otwiera chyba najmocniejszy kawałek od czasów “HEY GOD”: “UNDIVIDED”. To prawdziwy odjazd, wspaniałe gitary i bas, świetny refren. To będzie kolejny hymn zespołu. Piosenka odnosi się bezpośrednio do tragicznych wydarzeń z 11 września, ale ma w sobie nutę nadziei i optymizmu. Następny jest “EVERYDAY”, kolejny manifest Jona w stylu “IT”S MY LIFE”. Całą piosenkę napędza Tico (”Nobody swings like Tico Torres”-wg Jona) i pulsujący bas Hugh. ??wietna robota, fajny teledysk i typowe BJ. Dalej tempo nie spada - “THE DISTANCE”- kawałek napisany przez wielkie trio. Chyba nic więcej nie trzeba dodawać. Te trzy pierwsze numery to murowane hity koncertowe, będą śpiewane przez wypełnione po brzegi stadiony(of course - not in Poland). “JOEY” to znakomita kompozycja, przypominająca “LEVON” Eltona Johna ( Jon nie ukrywa inspiracji tą piosenką). Opowiada wspaniałą historię o koledze z sąsiedztwa (z ciekawym,wiele mówiącym pseudonimem), o marzeniach i planach, o przyjazni. I nawet jeśli to fikcja - to takiego kawałka nie powstydziliby się “real storytelling masters” jak Bruce S., Tom P., Bob D. czy Tom W.

Prawdziwy majsterszyk autorstwa Jona i Richie”go. Drugą wspaniałą historią jest “RIGHT SIDE OF WRONG”. Zainspirowana filmem “Butch Cassidy i Sundance Kid” opowiada o planie dwójki przyjaciół (nie do końca udanym), którzy postanowili zdobyć kasę w trochę nielegalny sposób. Ciekawe czy Ricky to Richie….A propos Richie”go - w tej kompozycji gra najdłuższe (i chyba najfajniejsze)solo na płycie. Ale i tak kluczowym instrumentalistą na obu wspomnianych kawałkach jest Dave,który wreszcie mógł się wykazać. A w kawałkach “EVERYDAY”,”HOOK ME UP” i “BOUNCE” efekty specjalne Dave”a są absolutnie kluczowe. Wyżej wymienione piosenki to prawdziwy rock a la BON JOVI 21 wieku. “HOOK ME UP” to niesamowity czad i klimat niczym z “Obcego”(mnie osobiście kojarzy się właśnie z tą klasyką SF). Zagubienie,rozpaczliwe wołanie o pomoc,próba skontaktowania się ze światem. A z drugiej strony możemy to odczytywać jako nawiązanie do dzisiejszych czasów, gdzie potrzebujemy stabilności,pracy,kontaktu z drugim człowiekiem (nie ma to jak American English - hook sb up to skontaktować się z kimś ale także zatrudnić kogoś, podobnie jak take sb on). A ściana dzwięku stworzona przez Richie”go i Hugh to mistrzostwo świata. I jeszcze to urwane zakończenie :save me,save…..i już po nas-Obcy nas zjadł, he,he. ??wietna piosenka. “BOUNCE” to z kolei utwór reprezentujący cały album, muzycznie w tym samym klimacie co OWN. Dużo fajnych efektów, talkbox w tle i wiele mówiący tekst : “(…)wezcie mnie pod uwagę- czy spiszcie mnie na straty, ja i tak wciąż będę odnosił sukcesy .” To kolejny manifest Jona skierowany do branży muzycznej, która przed CRUSHem spisała zespół na straty i potem strasznie się zdziwiła na co ich jeszcze stać. Tekstowo mamy klimat rywalizacji sportowej(mi kojarzy się z futbolem amerykańskim). Murowany hit stadionów + silny kandydat na singla. I ma tylko jedną wadę (podobnie jak cały album) : jest trochę za krótka. Ale to nic. “BOUNCE” to płyta dla każdego fana BJ, jest to ukłon dla nas, a nie dla radia czy stacji muzycznych jak VIVA czy MTV. Tu nie ma potencjalnych przebojów dla całej rodziny w stylu “IT”S MY LIFE”.. Bo i niby po co?

Dla niektórych fanów “BOUNCE” to najlepsza płyta jaką zrobili. Poza czadem i energią z lat 80-tych jest tu coś jeszcze : dojrzałość i szczerość. A to są cechy płyty “THESE DAYS”. “MISUNDERSTOOD”i “LOVE ME BACK TO LIFE” - niby proste kawałki ale jednak nie do końca. Mają w sobie coś z “HEARTS BREAKING EVEN” i “IF THATS WHAT IT TAKES”. Ale są bardziej przebojowe (”MISUNDERSTOOD”może będzie singlem?). Natomiast najlepsza ballada to “YOU HAD ME FROM HELLO”. Niezła jest też “OPEN ALL NIGHT” inspirowana jednym z odcinków “ALLY McBEAL”. Obie te balladki przypominają inne szczere, miłosne kawałki : “BITTER WINE” czy “DIAMOND RING”. A to oznacza że singlami raczej nie będą. Bo ballady w stylu “THANK YOU FOR LOVING ME” czy “BED OF ROSES” na “BOUNCE” nie znajdziemy. “ALL ABOUT LOVING YOU” za bardzo kojarzy się z jakimś Lionelem Richiem lub innym pop-masterem i generalnie ma jakiś świąteczny klimat(fajny jest tylko bridge - w stylu starego Def Leppard-Jon brzmi niczym Joe Elliot). “BOUNCE” to album kompletny, a nie tylko zlepek singli (zresztą trudno wskazać co będzie singlem a co nie). To dawka potężnego rock”n”rolla z domieszką wspaniale opowiedzianych historii i miłosnych wyznań. Mamy tu przebojowość CRUSH i SLIPPERY, siłę i dynamikę NEW JERSEY i szczerość+dojrzałość rodem z THESE DAYS i KEEP THE FAITH. Brakuje tylko jednej “power-ballad” w stylu “ALWAYS” i wtedy mielibyśmy kwintesencję BON JOVI ,podsumowanie 20-letniej działalności. Tak czy inaczej - to płyta roku. Teraz czekamy na box-set. Znajdą się pewnie “życzliwi”,którzy będą szemrać i w głębi duszy wściekać się :” Jak oni to robią?Jak długo jeszcze?Jaki mają złoty środek?” No cóż - my swoje wiemy, a dla “życzliwych” mam odpowiedz : “(…) call it karma, call it luck, me - I just don”t give a @#$!” He, he. SEE YA IN BERLIN brothers & sisters !!!

One Wild Night

kwiecień 7, 2008

No i wreszcie doczekaliśmy się pierwszej płyty koncertowej w historii zespołu (nie licząc bootlegów i różnych pirackich składanek). Wydana w rok po CRUSH płyta zawiera niemal wszystkie najważniejsze kawałki w wersji live + studyjną ONE WILD NIGHT 2001. Album ma wspaniały klimat, w ogóle nie czuć że piosenki pochodzą z różnych koncertów.

Znakomita koncertowa atmosfera towarzyszy nam przez blisko 80 minut tej rockowej uczty. I nic dziwnego bo BON JOVI jest najlepszym zespołem grającym na żywo. Nie ma żadnej techniki, efektów specjalnych i różnorakich popisów. Jest za to muzyka(czysty rock”n”roll), pięciu facetów i ich wierni fani(śpiewający razem z Jonem). I to słychać na tym albumie!

OWN zaczyna się wybuchowo(jakżeby inaczej)-”IT”S MY LIFE”,za chwilę hymny “PRAYER”,”BAD NAME”i “KEEP THE FAITH”. Potem jest coraz ciekawiej i napięcie nie siada nawet na minutę. Mamy więc wizytówki zespołu “SATURDAY NIGHT”,”WANTED”czy “BAD MEDICINE”. Ale jest też wiele niespodzianek takich jak “ROCKIN” IN THE FREE WORLD”(chyba najlepszy cover hitu Neila Younga-niech inne zespoły się schowają) i zaśpiewany wspólnie z Bobem Geldofem jego wielki przebój “I DON”T LIKE MONDAYS”. Niesamowitym pomysłem było umieszczenie niedocenianej piosenki “SOMETHING TO BELIEVE IN”i świetnego “SOMETHING FOR THE PAIN”(obydwie nagrane na trasie These Days 95-96). Wręcz wymagana była obecność”JUST OLDER”(zarejestrowanego w Kanadzie pod koniec ubiegłego roku). Ale znakomite wrażenie robią piosenki nagrane w Japonii 16 lat temu:”RUNAWAY”a zwłaszcza “IN & OUT OF LOVE”(tylko posłuchajcie tej gitary Richie”go - świetne wstawki i improwizacje pomogły stworzyć zupełnie inne oblicze pierwszego singla “7800 FAHRENHEITa”). Prawdziwy czad a la lata 80-te. Album kończy nowa wersja “ONE WILD NIGHT”(wyprodukowana przez Richie”go,Luke”a Ebbina i Desmonda Childa). A więc równie wybuchowa końcówka!

Tym razem zamieszczono podziękowania a nawet notkę napisaną przez profesjonalnego dziennikarza(na szczęście wielkiego fana zespołu). Autor mówiąc o fanach i ich pochodzeniu, wspomina nawet o Polsce (Polish province). Bardzo dobrze że wspomina o naszym kraju i bardzo dobrze że jesteśmy postrzegani jako prowincja. Bo to szczera prawda. Ktoś kto nie może zorganizować koncertu ,kiedy praktycznie najważniejsze kwestie są już załatwione(złote płyty,wizyta w danym kraju,chęć zagrania i nawet termin i miejsce koncertu)będzie zawsze postrzegany jako ktoś z prowincji. Tym ktosiem są polscy organizatorzy. Polskim fanom pozostaje więc słuchanie tego znakomitego albumu najlepszej koncertowej grupy świata i wczucie się w atmosferę tego co im odebrano. A naprawdę warto bo utwory były nagrywane na wszystkich kontynentach na przestrzeni 16 lat. Producentami zostali członkowie zespołu i ich przyboczny realizator dzwięku Obie O”Brien. Prawdziwy rockowy odjazd. ??adnych ballad. Czysty rock”n”roll!

Crush

kwiecień 7, 2008

W otwartym liście do fanów(członków oficjalnego fanklubu BACKSTAGE) Jon napisał:.’…wiem że ten album was nie zawiedzie. Jeśli musiałbym go porównać do innych naszych albumów to zdecydowanie jest mu bliżej do Slippery i Jersey niż do Keep the faith i These days. Ten album jest radosny bo powstawał w radosnej i komfortowej atmosferze. Nikt nas nie gonił, mieliśmy na wszystko czas. Jego przesłanie jest bardzo optymistyczne i pozytywne. Będziecie się przy nim dobrze bawić tak jak my się bawilismy nagrywajac go …’ Czy trzeba cokolwiek dodawać? Ten album to przede wszystkim świetna zabawa.

Warto było czekać choc krótko to nie trwało: 5 lat od These Days, 3 od Destination, 2 od Undiscovered . Oczywiście w międzyczasie nie próżnowano : ‘Let it rain’ z Pavarottim, ‘Mr Big Time’ dla filmu Armageddon, ‘Real life’ dla EdTv oraz cała masa filmów Jona(’The Leading Man’, ‘ Little City’, ‘No Looking Back’, ‘Homegrown’, ‘ Row your boat’, ‘U-571′). Jednak nic nie może się równać pracy zespołowej. I choć tytuł był zmieniany parokrotnie(SEX SELLS > ONE WILD NIGHT > CRUSH ) to w końcu doczekalismy się. 29 maja 2000 roku, dokładnie 5 lat od These Days, wychodzi Crush. Miesiąc wcześniej swoją premierę miał nowy singiel i teledysk zespołu ‘It’s my life’, który momentalnie wdarł się na wszystkie możliwe listy przebojów (w Polsce trwało to trochę dłużej). Wayne Isham - stały współpracownik zespołu, wyreżyserował znakomity teledysk który zostanie w końcu doceniony(nagroda VH-1). W wakacje wychodzi drugi singiel (znowu podparty fajnym teledyskiem autorstwa Ishama) i zespół rusza w pierwszą od 4 lat trasę CRUSH TOUR 2000.

Produkcji ponownie podjęli się liderzy + nowy człowiek w branży Luke Ebbin, który wcześniej był inżynierem dzwięku. Album zaczyna się wspaniale nowym hymnem ‘It’s my life”. Widać wyraznie inspirację i wpływ The Animals i Franka Sinatry . Ale przede wszystkim jest to ukłon w stronę ‘Livin’ on a prayer’ i jego bohaterów Tommy’ego i Giny. Słuchając tego kawałka ma się wrażenie że znowu mamy magiczne lata 80-te. Poza tym wielkim sukcesem było to że ‘It’s my life’ podobała się wszystkim - niezależnie od wieku, płci, wykształcenia. Na koncertach był śpiewany przez całe rodziny, przez młodych, starszych i starych. No i stał się też hymnem kilku drużyn sportowych . Drugi utwór na płycie to ukłon w stronę The Beatles, jednak brzmiący całkiem współcześnie . Nie mogło oczywiście zabraknąć ballad (’Thank you for loving me’,'She’s a mystery’). Pierwsza z nich była zainspirowana filmem ‘Meet Joe Black’ z Bradem Pittem, drugą Jon napisał będąc we Francji . ‘Two story town’ ma w sobie coś z Toma Petty’ego a ‘Next 100 years ‘ to powitanie nowego wieku ( Richie gra tu najdłuższe solo w swojej karierze) . Najważniejszą piosenką dla Jona jest ‘Just older’-kolejny hymn mający w sobie coś z ‘Blood on blood’. Ten utwór to swoista autobiografia dwóch najważniejszych członków zespołu ( pierwsza zwrotka o Jonie, druga o Richie’m.). No i refren wyjaśniający wszystko . Należy dodać że wspaniale sprawdza się na koncertach podobnie zresztą jak i ‘Captain Crash&The Beauty Queen from Mars’. Ten utwór wyszedł z głowy Richie’go, który przyjechał do Rzymu by wraz z Jonem go dopracować(frontman w tym czasie pracował na planie ‘U-571′) . Mamy też piosenkę która mogła promować film ‘Armageddon’ - ‘Save the world’ (ostatecznie wybrano utwór Aerosmith). Ogromnym plusem CRUSHa jest fakt, że płyta kończy się tak samo wybuchowo jak się zaczyna . ‘One Wild Night’ to chyba najlepsza piosenka na rockową imprezę, wspaniale zagrana i zaśpiewana, napisana przez starych przyjaciół (Jon, Richie,Desmond) i utrzymana w klimacie ‘Bad Medicine’. Swietna gitara Richie’go, super chórki i niezapomniane ‘Na na na na na na nna’ . Bon Jovi w swoim żywiole . Kolejny murowany hit.

CRUSH jest najbardziej braterską i rodzinną płytą jaką grupa kiedykolwiek zrobiła . Poza wspaniałymi manifestami typu ‘It’s my life’ czy ‘Just older’ mamy też piosenki pisane z myślą o konkretnych osobach (’Mystery train’ Jon napisał dla żony, ‘I got the girl’ dla córki a ‘Captain Crash…’ to ukłon w stronę glam rocka i Davida Bowie’go(a dokładnie bohatera Ziggy’ego Stardusta)). Ta płyta to wielki powrót zespołu, powrót do popularności i sukcesów, powrót do optymizmu i radości życia, powrót do korzeni. I nawet bonus tracki i odrzuty są znakomite( tylko posłuchajcie tej linii basu na ‘Neurotica’- wspaniała robota Hugh). ‘I could make a living..’, ‘ Temptation’, ‘ I dont wanna live forever’, ‘ Hush’, ‘Ain’t no cure for love’. Można by dalej wymieniać…

Have A Nice Day

kwiecień 7, 2008

Nowy album Bon Jovi dowodzi jednego: zespół nie stoi w miejscu, a z drugiej strony jest to wciąż stare dobre Bon Jovi. Tym razem płyta wyszła w kilku formatach, w tym jako Dual Disc, co zgrabnie odnotowali szefowie wytwórni Def Island, dla których był to pierwszy taki eksperyment. Trzeba wspomnieć, że raczej udany jak popatrzymy na wyniki sprzedaży(o Polsce jako patriota nie będę wspominał).

â??Have a Nice Dayâ?? powstawała w dwóch fazach. Pierwsza faza to rezultaty pracy z Johnem Shanksem jako producentem, druga to koncepcje Ricka Parashara(producenta min. Nickelback, Pearl Jam i Alice In Chains). Dlatego, że pozostali dwaj producenci(JB, RS) się nie zmieniali, otrzymaliśmy album bardzo spójny, zarówno od strony muzycznej jak i tekstowej. Shanks i Parashar wykonali kawał dobrej roboty, grupa dawno nie brzmiała tak świeżo i nowocześnie. Jest wiele smaczków i eksperymentów, a przede wszystkim parę niespodzianek. Ale u Bon Jovi liczą się piosenki przede wszystkim. Warto tu wspomnieć, że oprócz starych współpracowników(Child, Falcon), jako autor zadebiutował John Shanks i po kilkunastu latach powrócił David Bryan. Zaproszono nawet współtwórcę â??Itâ??s My Lifeâ?? Maxa Martina.

Longplay zaczyna się utworem tytułowym i trzeba przyznać, że piosenka nieźle â??wymiataâ??. Mamy tu całe BJ- riff, solo, podniosły refren i chórki, a wszystko podane nowocześnie. Od strony tekstowej jest to oczywiście piosenka ironiczna, czy nawet sarkastyczna. â??Have a Nice Dayâ?? równie dobrze może znaczyć â??Fuck Youâ??(co zresztą podkreślał Richie). Wszystko zależy od kontekstu. I to jest wielki plus pierwszego singla. A nazwanie całego albumu HAND też nie jest przypadkowe. Z jednej strony mamy przesłanie â??Miłego dniaâ??, a więc optymizm i dobra zabawa. Z drugiej jest jakby zakodowana wiadomość do nie-fanów zespołu, wytwórni, â??życzliwychâ?? recenzentów etc: â??Spadajcie! Mamy gdzieś, co o nas sądzicieâ??. ??wietny pierwszy singiel, świetny początek płyty. Kolejny rocker to â??I Wanna Be Lovedâ??. Jednomiarowy, pulsujący riff ale przede wszystkim bardzo dobry osobisty tekst Jona, który podzielił się ze słuchaczem częścią swojego dzieciństwa(pytanie tylko-ile jest tu prawdy, a ile fikcji?). Utwór ma wydźwięk bardzo uniwersalny, a refren jak zwykle u Bon Jovi podbudowuje i nastraja optymistycznie(jedynym warunkiem jest bycie kochanym). Jeśli jesteśmy przy podbudowywaniu, to prym tutaj wiedzie â??Welcome To Wherever You Areâ??. Nawet najgorszy pesymista i frajer poczuje się lepiej po takiej dawce pociechy, wiary i nadziei, jaką serwuje nam BJ. Piosenka zaczyna się jak typowa balladka, ale refren jest po prostu wspaniały i podniosły do granic możliwości. Na taką balladę czekaliśmy 10 lat, nic dziwnego, że będzie singlem. Drugą świetną balladą jest â??Bells Of Freedomâ??. Znakomita linia melodyczna i ciekawy tekst, mówiący, że niezależnie od sytuacji musimy wierzyć w siebie i cieszyć się z bycia wolnymi ludźmi. Singlem będzie też â??Who Says You Canâ??t Go Homeâ??, piosenka będąca pochwałą domu i miasta rodzinnego. Kolejna fajna autobiograficzna historia napisana przez duet liderów, muzycznie odpowiednik utworów jak â??Saturday Nightâ??, â??Iâ??ll Sleep When Iâ??m Deadâ?? czy â??Open All Nightâ??(wersja z box setu). O â??Last Man Standingâ?? pisałem już wcześniej, dodam jedynie, że nowa wersja â??powalaâ?? swoją energią. Wspaniała gra Richieâ??go(super riffy i rwane solo), tekstowo najdojrzalsza piosenka na płycie i jedna z najważniejszych w karierze zespołu. Na takie utwory czeka się latami. â??Wildflowerâ?? to jedna z 4 piosenek, które Jon dopisał(pierwotny album nie przypadł mu do gustu, ale o tym za chwilę). Jest to ballada, która muzycznie wyróżnia się fajną solówką. Ale to tekst jest tutaj najważniejszy(wbrew pozorom nie jest to piosenka miłosna). Prawdopodobnie jednak będzie to utwór o którym się szybko zapomni. Natomiast pozostałe piosenki ciężko będzie zapomnieć, od dawna zespół nie wydał tak równej płyty(śmiem twierdzić, że od NJ). â??Last Cigaretteâ?? nadaje się na singla, podobnie jak â??Complicatedâ??. Pierwszą z nich współtworzył Dave Bryan, drugą Falcon i Martin. â??Cigaretteâ?? brzmi nowocześnie i młodzieżowo (ktoś nawet porównał ją do klimatów Avril Lavigne i muszę przyznać, że coś w tym jest). Warto tu jeszcze wspomnieć o ciekawej produkcji Parashara, który w pewnych momentach zaskakuje totalnie. â??Complicatedâ?? to typowe BJ z zabawnym tekstem. Jon niby woła o pomoc ale z dużą dawką ironii. W ogóle nową płytę charakteryzuje w dużej mierze ironiczne podejście do wszystkiego (w â??HANDâ??- do świata, polityki, wytwórni etc, w â??Cigaretteâ?? mamy porównanie miłości do ostatniego papierosa, w â??Complicatedâ?? uważny słuchacz znajdzie odwołanie do innego słynnego przeboju pod tym samym tytułem niejakiej A.L.-â??I heard that song but I wonâ??t play it(…)â??). â??Novocaineâ?? też zaskakuje ciekawym brzmieniem i oryginalnym tekstem. Jest tu trochę ironii (â??all the remnants can be mineâ??), ale i gorzkiej prawdy (Jon chce zmienić swoje nazwisko na popularny lek-painkiller nowokainę). Widać jak na dłoni zmęczenie lidera problemami z wytwórnią, krytykami, przeświadczeniem, że zespół istnieje tylko dzięki starym hitom (â??once upon is doing timeâ??). Jon chce pokazać wyraźnie, że â??thereâ??s a different kind of meaning now to â??livinâ?? on a prayerâ??. Tylko że jedni tego nie zauważają, a inni mają to gdzieś. â??Novocaineâ?? jest więc swoistym oczyszczeniem i wskazówką drogi którą będzie podążał zespół. Ważne jest to, że chłopaki potrafią podejść do własnej twórczości z przymrużeniem oka (co widać choćby w â??Story of My Lifeâ??- â??Iâ??m gonna write the melody thatâ??s gonna make historyâ??). Niby prosty tekst ale jak prawdziwy. Jest to wyraźne przesłanie do fanów, żeby byli wierni zespołowi do końca, a nie kolejna napuszona autobiografia. No i jeszcze â??I Amâ??. Wspaniała piosenka, kompozytorski majsterszyk. Pomimo nieskomplikowanego tekstu bardzo dojrzała. John Shanks wniósł bardzo wiele zarówno jako współautor jak i producent. Płyta kończy się bonusem â??Dirty Little Secretâ??. ??wietny kawałek na zakończenie płyty, sekcja rytmiczna â??daje czaduâ??. Anglicy mają jeszcze â??Unbreakableâ??. I właśnie te dwa kawałki, a także â??These Open Armsâ?? i â??Nothingâ?? były na pierwszej wersji albumu. Zostały wyrzucone bo po prostu nie pasowały do całości. Jon powiedział, że nie chciał przedobrzyć. Jego celem był album szczery, dojrzały i spójny. Głównie pod względem tekstowym. I to udało się osiągnąć. Zauważmy, że nie ma na płycie piosenek miłosnych, albo utworów sugerujących, że zespół odcina kupony. A te wszystkie bonusy właśnie byłyby takimi odniesieniami (DLS- luzacki tekst z seksualnym podtekstem, â??Unbreakableâ??- pochwała własnego ego, a dwie ballady są oczywiście o miłości). Podsumowując- HAND jest płytą bardzo udaną, prawdopodobnie najlepszą od TD (ale to czas pokaże), dla fanów rzecz bezcenna. A co z komercją i przyciąganiem nowych fanów? Otóż nic bowiem zespół tym albumem udowodnił (a także bardzo krótką trasą), że kończy się walka o popularność i poklask. Wystarczy im to co mają. Nam też. Have A Nice Day!

The Power Station Years

kwiecień 7, 2008

Album ten ukazał się w 1997 roku na fali popularności drugiego solowego longplaya lidera Bon Jovi Destination Anywhere. Został wydany przez kilka mniejszych wytwórni płytowych w różnych formatach (inne okładki, czasem 2 cd). Dodajmy, że płyta wyszła raczej nielegalnie bo bez oficjalnej zgody Jona. Jednak to kuzyn Tony Bongiovi miał prawa do tych piosenek i postanowił też trochę zarobić. Sprawa o mało nie trafiła do sądu, jednak w końcu kuzyni doszli do porozumienia i załatwili rzecz polubownie (w końcu obaj należą do â??mafii z New Jersey).
Perfekcjonista Jon prawdopodobnie wstydził się tego materiału i dlatego był przeciwny wydawaniu tych nagrań. Ale dla każdego fana taka płyta to ciekawostka i kawałek historii. Dlaczego? Ponieważ od tych piosenek wszystko się zaczęło, to właśnie w wytwórni Power Station Jon stawiał pierwsze kroki, a później nagrywał swój debiut fonograficzny. Na płycie znajduje się 14 piosenek, wszystkie to dema Jona, które nagrywał zwykle nocą, kiedy już wszyscy artyści i pracownicy wytwórni szli do domu. Warto wspomnieć, że dwie inne piosenki pochodzące z tego samego okresu (1980-83) trafiły na debiut. Mowa tu oczywiście o â??Runaway i â??She Donâ??t Know Me. Wszystkie te kawałki Jon nagrywał z różnymi przypadkowymi muzykami sesyjnymi, którzy akurat byli w pobliżu. Dwa nazwiska jednak pojawiały się częściej (i będą się pojawiać w przyszłości): Huey McDonald i Aldo Nova. Inni muzycy to min. członkowie E-Street Band Bruceâ??a Springsteena. Jeden z utworów demo wyprodukował Billy Squier, stały bywalec Power Station (ale który, niewiadomo). I to właśnie on, a także Springsteen i Mick Jagger zachęcali Jona do dalszego wysiłku.

Większość piosenek to stereotypowe kawałki typowe dla wczesnych lat 80-tych. Ale w niektórych z nich już słychać było umiejętność tworzenia podniosłego refrenu i chwytliwej melodii. Wyróżniają się przede wszystkim â??Donâ??t Leave Me Tonightâ?? (chwalona przez Springsteena), â??No One Does It Like You, â??Talking In Your Sleepâ?? czy â??Donâ??t Keep Me Wonderingâ??. Widać w nich wyraźnie zalążek przyszłego lidera i frontmana. Teksty piosenek są oczywiście banalne i dotyczą głównie miłości, ale co jeszcze może interesować młodego chłopaka z New Jersey? (pamiętajmy, że Jon miał wtedy 17-20 lat). Niektórych piosenek nie da się słuchać wiele razy, bo są zbyt proste (â??More Than We Bargained Forâ??, â?? Head Over Heelsâ?? czy â??For Youâ??) ale warto przesłuchać cały album aby mieć jakieś pojęcie o początkach Jona jako kompozytora i tekściarza. â??Talking in Your Sleepâ?? Jon napisał razem z Georgeâ??m Karakoglu(współautorem â??Runawayâ??), przy dwóch innych utworach pomagał Bongioviâ??emu Jim Polles(otwierający album â??Who Said It Would Last Foreverâ?? i â??Hollywood Dreamsâ??).

Pozostałe 11 piosenek Jon napisał samodzielnie. Muzycznie jest to lekki rock, wzorowany na typowych brzmieniach tamtych lat. Czuć trochę inspiracje Jona (Springsteen, Little Steven czy Southside Johnny) ale generalnie wszystko jest za bardzo wygładzone. Na pewno żaden z tych kawałków nie miał nic wspólnego z hard rockiem. Jeśli spojrzymy na debiut Bon Jovi, to zauważymy, że â??Runaway nie tylko świetnie pasował stylistycznie do całej płyty, ale był na niej po prostu najlepszy. Z kolei â??She Donâ??t Know Meâ?? bardziej pasuje do Power Station Years i mógł być spokojnie usunięty z debiutu.

Tony Bongiovi, producent debiutu, dobrze zrobił zachowując tak cenne nagrania. Szkoda tylko, że panowie nie załatwili sprawy kulturalnie bo album mógł być wydany oficjalnie przez Polygram. A tymczasem nie znajdziemy tej płyty w żadnym porządnym sklepie muzycznym. Fanów, którzy chcieliby zapoznać się z tymi cennymi kawałkami, zachęcam do odwiedzania hipermarketów (Carrefour, Leclerc, Saturn). Tylko tam można jeszcze znaleźć â??The Power Station Yearsâ?? i to tanio!

Blaze Of Glory

kwiecień 7, 2008

Dopiero na początku 1990 roku zespół powrócił z Jersey Syndicate Tour - trasy w której zagrano ok. 300 koncertów na całym świecie. I mówiąc delikatnie był strasznie zmęczony. Jon nazywał to wewnętrznym i zewnętrznym wypaleniem.
Sytuacja była jednak poważniejsza bo przyszłość Bon Jovi ‘wisiała na włosku’. Zespół robił dobrą minę do złej gry; gdy kończyli występ nawet się do siebie nie odzywali. Mieli siebie serdecznie dosyć. Zdecydowanie był to najlepszy czas na odpoczynek.
Pierwszy krok uczynił lider zespołu, kiedy to na pewnej imprezie nawiązał kontakt z ekipą filmu ‘Young Guns 2′. Reżyser filmu Geoff Murphy bardzo chciał wykorzystać piosenkę ‘Wanted dead or alive’. Jon tymczasem zaproponował ( z poparciem Emilia Esteveza i Kiefera Sutherlanda), że sam napisze piosenkę tytułową. Skończyło się na tym, że dano Jonowi scenariusz filmu i wolną rękę w tworzeniu muzyki, która miała być jednocześnie soundtrackiem westernu. Jon okazji nie zmarnował i zaprosił do współpracy wiele znakomitości.
Współautorami i współwykonawcami utworów byli min. Elton John (’Never say die’), Little Richard (’You really got me now’), a solo na ‘Blaze of glory’ zagrał Jeff Beck . Z muzyków sesyjnych warto wspomnieć o perkusiście ( Kenny Aronoff) i starym kumplu Jona (Aldo Nova). Całość wyprodukował sam autor z pomocą Danny’ego Kortchmara . Na albumie znalazło się 10 piosenek i jedna krótka kompozycja instrumentalna ‘Guano City’Alana Silvestri.
Płyta ma wspaniały klimat dzikiego zachodu. Każda piosenka jest wyjątkowa, każda jest inspirowana scenariuszem filmu ‘Młode Strzelby 2′ . Bohaterem większości tekstów jest oczywiście sam Billy the Kid (świetnie zagrany przez Esteveza), ale niektóre z nich równie dobrze mogłyby się odnosić do Jona.
Utworem otwierającym album jest energiczny kawałek ‘Billy get your guns’, potem mamy ‘Miracle’- będący drugim singlem (teledysk bardzo trudno złapać ). I wreszcie utwór tytułowy, promujący pierwszą solową płytę Jona: ‘Blaze of glory’.
Wspaniała kompozycja która zamieszała na niejednej liście przebojów i zebrała wiele pochwał i nagród (min.Złoty Glob i nominacja do Oscara). ‘Blood money’to krótki utwór (świetny) dedykowany Bobowi Dylanowi . Warto wspomnieć o świetnie rozwijającej się balladzie ‘Santa Fe’ - bezsprzecznie jednej z najlepszych piosenek na płycie.
W ‘Justice in the barrel’ ciekawostką jest zamieszczenie modlitwy Indianina (tak jak w filmie ) przy gościnnym udziale Lou Diamonda Philipsa. A słuchając ‘You really got me now’ ma się wrażenie, że jesteśmy gdzieś w saloonie na Dzikim Zachodzie.
Albumem tym Jon Bon Jovi udowodnił, że ma jeszcze większe ambicje i zainteresowania (nie mówiąc już o tym że filmem ‘Młode Strzelby 2′ Jon rozpoczął nowy etap w swoim życiu - tu zagrał tylko 16-sekundowy epizodzik, ale już 5 lat póżniej zadebiutuje naprawdę jako aktor). Płyta sprzedawała się naprawde nieżle i Jon pokazał że jest w stanie odnieść sukces solo .
Zresztą pokaże to jeszcze raz 7 lat pózniej z ‘Destination Anywhere” .

Stranger In This Town

kwiecień 7, 2008

Po sukcesach Jona z ‘Blaze of Glory’ Richie Sambora nie chciał być gorszy i we wrześniu 1991 roku także jego pierwszy solowy album ujrzał światło dzienne.
Płyta ‘Stranger in This Town’ została wyprodukowana przez Neila Dorfsmana i Richie’go, który także był autorem lub współautorem wszystkich kompozycji. Ciekawostką jest udział w nagraniach Davida Bryana i Tico Torresa. Ten fakt spowodował lawinę plotek o końcu zespołu.
Gościnnie na basie zagrał muzyk Petera Gabriela Tony Levin, a solo na ‘ Mr Bluesman’ zagrał sam Eric Clapton (idol Richie’go z lat młodzieńczych). Piosenką promującą został kawałek tytułowy, lekko bluesująca - chyba najlepsza kompozycja na płycie, napisana przez Richie’go i Dave’a.
Album otwiera dość dziwna kompozycja tego samego duetu pt ‘Rest in Peace’. Najbliżej jej do jakiejś kołysanki, ale mamy tu fascynacje voodoo i cygankami. Trudne to do opisania, to trzeba usłyszeć - bo jako utwór rozpoczynający robi wrażenie.
Potem mamy ‘Church of Desire’ który jest jakby kontynuacją ‘Rest in Peace’. Z szybszych kawałków robi wrażenie ‘Ballad of Youth’ i ‘Rosie’- jedyny utwór napisany przy pomocy min. Jona i Desmonda Childa. I właśnie ‘Rosie’ jest jedyną kompozycją, która może trochę przypominać dokonania Bon Jovi.
Reszta utworów to połączenie bluesa, rhythm’n'bluesa, rocka i ballad . Napewno wyróżnia się wspomniany ‘Mr Bluesman’, ale przede wszystkim ‘Father Time’- utwór zaczynający się jak ballada ale będący w rzeczywistości świetnym rockowym kawałkiem. Płytą ‘Stranger in This Town’ Richie udowodnił, że ma sam coś do powiedzenia, a jej rozwinięciem i uzupełnieniem stanie się album ‘Undiscovered Soul’ wydany 7 lat pózniej .

* Japońska wersja ‘Stranger in This Town’ zawiera bonus track ‘The Wind Cries Mary ‘(piosenkę pierwotnie nagraną do filmu ‘Ford Fairlane’).

Undiscovered Soul

kwiecień 7, 2008

W roku 1998 Jon Bon Jovi skończył promocję swojego solowego albumu ‘Destination Anywhere’ i zajął się graniem w filmach, sporadycznie powracając do muzyki (’Let it rain’ z Pavarottim , ‘Mr Big Time’ do filmu Armageddon).
Tymczasem Richie nie próżnował wydając na wiosnę swój drugi solowy album i ruszając w krótką trasę, która o mały włos nie doprowadziła go do Polski ( miał grać jako support przed Aerosmith, ale zespół odwołał całą trasę z powodu kontuzji Stevena Tylera).
Tytuł płyty (’Nieodkryta - niezbadana dusza) mówi wszystko nie tylko o kompozycjach, ale przede wszystkim o jej autorze. Richie Sambora, gitarzysta zespołu Bon Jovi, tym razem sam miał coś ważnego do powiedzenia.
Powstała płyta niezwykła, mająca specyficzny klimat. Teksty są bardzo osobiste, niektóre wręcz autobiograficzne (’Made in America’ , ‘Who I am ‘, ‘ Undiscovered Soul’). Richie sam opisał swoje dzieło mówiąc, że stanowi połączenie rock’n'rolla , rhythm’n'bluesa i ballad. I dodał że jeszcze nigdy nie był tak szczery. Richie, który zawsze był postrzegany jako ‘ten drugi’, tłumaczył sceptykom, że nigdy nie był ‘tylko gitarzystą’, ale też współkompozytorem i współautorem tekstów zespołu. I nadszedł w końcu czas kiedy mógł sam spełnić się jako artysta. Rezultatem była płyta ‘ Undiscovered Soul’.

Producentem został Don Was, człowiek dość znany w muzycznym światku mający na swoim koncie parę sukcesów. Podczas nagrywania Was udzielał się także muzycznie grając min. na basie. Poza nim Richie zwerbował do swego zespołu paczkę starych znajomych ( wśród nich bardzo dobry perkusista sesyjny Kenny Aronoff, który współpracował też z Jonem nad jego solowymi dokonaniami). Ale najważniejszą rolę odegrał Richie Supa (pracował min z Aerosmith), który pomógł Samborze nadać piosenkom ostateczny kształt. Supa jest współautorem prawie wszystkich kompozycji (poza ‘You’re not alone’,'Chained’,'Who I am’).
Przy kawałkach ‘Fallen from Graceland’ (świetna ballada), ‘If God was a woman’ i ‘Downside of love’ udzielał się sam David Bryan. Piosenką promującą został utwór ‘Hard times come easy’ do którego nakręcono teledysk ( można go było zobaczyć na niemieckiej stacji ONYX). Drugi singiel ‘In it for love’ został wydany tylko w Japonii (też zrobiono klip ale raczej ciężko było go znależć).
Najdojrzalszą piosenką albumu jest bez wątpienia ‘Harlem Rain’. Tekstowo nie odstają także wspomniane już utwory (Made in America, Who I am, Undiscovered Soul ) w których autor próbował się zmierzyć z sobą samym jak i otaczającą go szarą rzeczywistością. Ale są też utwory dające jakąś nadzieję (Hard times come easy) czy wręcz mające wywołać uśmiech (If God was a woman - gdzie Richie fantazjuje co by było gdyby Bóg był kobietą). Są oczywiście ballady: ‘ Fallen from Graceland ‘, ‘ All that really matters’ czy też akustyczne ‘In it for love ‘. 1/3 piosenek traktuje o miłości i problemach z nią związanych (Downside of love) i generalnie odbiorcą jest kobieta (co specjalnie nie dziwi gdyż sam Richie przyznaje że miłosne wyznania pisze dla swojej żony - aktorki Heather Locklear ).
Wielkim plusem płyty jest fakt że Richie -świetny gitarzysta nie dał się ponieść i nie skupił się tylko na swej gitarze. Piosenki są dopracowane i nie czuje się że niektóre trwają nawet ponad 7 minut (Who I am , Undiscovered Soul ). Wokalnie to wielki skok do przodu ( w porównaniu do Stranger in this town).
Generalnie płyty słucha się z przyjemnością i ciekawością. Jest to dowód że Richie jest kimś więcej niż tylko gitarzystą i pomocnikiem Jona. I wciąż nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Przykre jest tylko to, że taki album nie miał należytej promocji, a to z powodu przejęcia Mercury Records przez międzynarodowego giganta Universal Music. Kiedy już wszystkie formalności załatwiono, było za pózno. Udało się sprzedać ok. . pół miliona egzemplarzy.

These Left Feels Right

kwiecień 7, 2008

Kolejna składanka w dyskografii zespołu, ale jakże inna od typowych “the best”. Album o świetnym wieloznacznym tytule i z jedną z najciekawszych okładek(chyba tylko Keep the Faith była oryginalniejsza) miał swoją premierę w roku 2003. W zamierzeniu miał być to akustyczny longplay koncertowy, ale efekt końcowy był dla członków zespołu tylko” ok”. Postanowiono więc pójść dalej i zrobić coś co chyba nikt nie odważyłby się zrobić ze swoimi hitami: rozebrać je na czynniki pierwsze i złożyć do kupy w całkowicie innym świetle. Jon nazywa TLFR płytą eklektyczną, a więc mówiąc w skrócie różnorodną i eksperymentalną. I tak rzeczywiście jest, czerpano z różnych stylów, ale przede wszystkim użyto ogromną ilość instrumentów i efektów, które ciężko byłoby odtworzyć na żywo pięciu facetom. Zostało więc coś z ducha akustycznego, jest coś z soulu, są klawisze i różne gitarki (min. bizoki i mandechello). Richie musiał się nieźle bawić przy nagrywaniu tej płyty. W ogóle cały zespół wyraża się o TLFR w samych superlatywach. Natomiast jak wyrażają się fani-to zupełnie inna historia. Do współpracy produkcyjnej zaproszono tym razem Patricka Leonarda, odpowiedzialnego min. za płyty Madonny, Bryana Adamsa i Roda Stewarta.
Album zaczyna się hymnem Wanted Dead or Alive. Nowa aranżacja robi jak najbardziej pozytywne wrażenie, jest to chyba jedna z niewielu piosenek, której się nie da zepsuć żadnymi eksperymentami. Dalej jest różnie. Prayer jest wersją przesłodzoną, a żeński wokal niejakiej Olivii d’Abo(prywatnie żonki Leonarda) jest po prostu żałosny. Duet z Richiem po prostu dla nas zostanie klasyką, a jak chciano spróbować żeńskiego wokalu, trzeba było zaangażować kogoś na poziomie( nawet stara girlfriend Richiego Cher lepiej by tu wypadła). Mogli przesłuchać wiele wokalistek od Sheryl Crow do Pink i wybrać najlepszą. Ale nie zrobili tego, więc nie będziemy gdybać. Bad Medicine robi mimo wszystko pozytywne wrażenie, trzeba po prostu zapomnieć o znanej nam melodii i otworzyć się na ten album jak na zestaw premierowych piosenek. Generalnie muszę przyznać najlepiej w nowych aranżacjach wypadają piosenki szybkie i rockowe. Lay Your Hands On Me ma fajny groove i stopniowany refren. It’s My Life i Everyday to świetne ballady, sprawdziłyby się na pewno także w tych wersjach. Szczególnie Everyday ma bardzo dobrą sekcję rytmiczną. You Give Love A Bad Name pozytywnie szokuje, Jon śpiewa tutaj jakby jęcząc. Taki olewczy sposób śpiewania wskazuje na różne inspiracje(murzyńskie i np.Tom Waits). Born to Be My Baby i Faith także nie zawodzą. Hugh i Richie pokazują ile są warci. Na tego typu eksperymentach najłatwiej wyłapać prawdziwe zdolności wokalne Jona. Baby kojarzy się z południowo-amerykańskim graniem, Faith jest wołaniem, prośbą. Nie ma się czego czepić. Natomiast jeśli przejdziemy do omówienia nowych wersji ballad, to nie będzie tak słodko. Wszystkie ballady w nowych wersjach brzmią podobnie, mdło i nijako. A że jest ich trochę, odbija się to na całym albumie. Co innego, gdyby przerobiono je na szybkie kawałki. TLFR kończy się bonusem. The Distance- wykonany akustycznie na żywo w Japonii, jest dobrym kawałkiem na koniec płyty i zarazem jedyną próbką jak ewentualnie mógłby wyglądać album akustyczny. Wyglądałby chyba nieźle…
TLFR jest płytą dobrą i ciekawym eksperymentem zarazem. Jednak fani na pewno woleliby akustyczny album live + dwa nowe kawałki( Last Man Standing i Thief of Hearts). Tymczasem TLFR może okazać się najrzadziej słuchaną przez fanów płytą obok Fahrenheita. Ale nie narzekajmy. Od czasów Crush BJ rozpieszcza fanów co rok.
Jako bonus dołączono w limitowanym nakładzie krótki występ akustyczny zespołu dla telewizji. DVD zawiera Love For Sale, Saturday Night, Joey, Misunderstood, Diamond Ring i Blood on Blood. Ten krótki występ ratuje jakby honor tej płyty.
Oczywiście należy też pamiętać o DVD-TLFR nagranym w Atlantic City. Lepiej się ogląda niż słucha z płyty. Widać też ile dodatkowych instrumentalistów potrzebowano aby zagrać ten jedyny promujący TLFR koncert. Ponieważ dvd zawiera mnóstwo dodatków, każdy fan będzie się czuł usatysfakcjonowany.

NastÄ™pne »