Bon Jovi
kwiecień 7, 2008
Pierwszy album BON JOVI był często porównywany z dokonaniami ówczesnych popularnych zespołów hardrockowych Dokken i Ratt. Jednak pomimo tego, że niektóre piosenki brzmią stereotypowo [Breakout, Burning For Love] album broni się swoją młodzieńczą szczerością i pasją. I nie ma w tym nic dziwnego gdyż lider zespołu i autor wszystkich textów miał w owym czasie 21 lat. Większośc utworów Jon napisał do spółki z Davidem Bryanem [ballada Love Lies] i Richiem Samborą [Roulette, Get Ready, Come Back]. Jednak najważniejszą piosenką a zarazem pierwszy singiel Jon napisał 2 lata wcześniej gdy jeszcze pracował jako goniec u swojego kuzyna Tonyego Bongiovi w Power Station Records. “Runaway” nagrana w czerwcu 1982 z przyjaciółmi [Aldo Nova i Hugh Mcdonald(!)]” odniosła sukces w lokalnych stacjach radiowych. To zachęciło Jona do założenia zespołu który z początku nazywał się “JohnBongiovi and The Wild Ones”. Taki był początek. Reszta to historia…
7800 Fahrenheit
kwiecień 7, 2008
Drugi album powstawał w dość gorącej atmosferze (7800 Fahrenheita:) ponieważ wytwórnia chciała przynajmniej powtórzenia umiarkowanego sukcesu pierwszego albumu (kilkaset tysięcy sprzedanych płyt}. Nagrany niespełna w rok pózniej materiał był zbyt niespójny i stereotypowy. Lance Quinn, który został ponownie producentem płyty nie tchnął w nią żadnej swieżości i to odbiło się na słabym przyjęciu nowej płyty chłopaków z New Jersey. W USA single “In And Out Of Love”, “Hardest Part Is The Night”, i “Only Lonely” nie weszły do pierwszej 50 US Charts, ale za to udało to się albumowi (miejsce 37). Trochę lepiej było w UK (pierwsza 30). Ciekawostką jest, że piosenke “Only Lonely” wykorzystano w filmie “Light Of Day” z Michealem J.Foxem i że wreszcie zespól doczekał się 1-ego porządnego teledysku (In And Out Of Love). Z wielkim trudem album uzyskał miano złotej płyty. Ale i tak dopiero album nr 3 spowodował że ludzie zaczęli się interesować pierwszymi dwoma płytami (do dnia dzisiejszego sprzedano ponad 1,000,000 każdej z nich).Do dzi
Slippery When Wet
kwiecień 7, 2008
Ten album to nie tylko rewolucja w muzyce rozrywkowej, ale także bilet do sławy dla grupy Bon Jovi której po średnim przyjęciu ‘7800 Fahrenheit’ dano ostatnią szansę. Z drugiej strony jednak postanowiono pomóc Jonowi i spółce sprowadzając dwóch ludzi, którzy zmienili oblicze rocka lat 80-tych. Producentem został Bruce Fairbairn który w przyszłości zabłyśnie jeszcze nie raz (min. albumy Aerosmith: ‘Permanent Vacation’ i ‘Pump’ oraz Poison ‘Flesh&Blood’) a współkompozytorem i stałym współpracownikiem został Desmond Child (hity takie jak’Livin’ on a Prayer’, ‘You Give Love A Bad Name’ a pózniej także min.’I'll sleep when I’m. Dead ‘,’This ain’t a love song’ czy najnowsze ‘One Wild Night’ mówią same za siebie). Album zaczyna się wspaniale hymnem ‘Let it rock’, potem są wspomniane hity oraz jedna z najważniejszych kompozycji rockowych autorstwa Jona i Richiego ‘Wanted dead or alive’. ‘Raise your hands’ to kolejny hymn, mamy też coś dla żeńskiej publiczności - ballada ‘Never say goodbye’ (została nawet umieszczonana CROSSROAD). Na koniec kolejna klasyka grana przez zespół do dziś na koncertach - ‘Wild in the streets’. O tej płycie napisano już wszystko co było do napisania. Ale wszystko można zawrzeć w jednymsłowie: klasyka. I oczywiście pozycja obowiązkowa dla fana BON JOVI.
New Jersey
kwiecień 7, 2008
Jon powiedział w jednym z wywiadów: ‘… the third album catapulted us (to superstardom) and the fourth album was pretty much the same thing…’.
Zgadza się. Czwarta płyta chłopaków z New Jersey, była świetną kontynuacją drogi obranej przez zespół 2 latawcześniej i kolejną kopalnią hitów (’Lay your hands onme’, ‘Bad medicine’, ‘Born to be my baby’).
Znowu Bruce Fairbairn i Desmond Child, znowu wspaniałe hymny (’Stick to your guns’,'Wild is the wind’,'Bloodon blood’), znowu świetna ballada(’I'll be there foryou’) . I znowu można użyć tylko jednego słowa: klasyka. Lata 80-te to był piękny okres dla rock’n'rolla- niesamowity optymizm i energia płynąca z tamtych płyt działają nawet dziś (niestety nie na wszystkich). Pózniej było już nieciekawie- zalew wszechobecnego popu, rapu, boysbandów i innych shitów zakłócił pewien porządek. I nic dziwnego że obecne pokolenie wychowane właśnie na takiej bezwartościowej muzyce niepotrafi dzisiaj zrozumieć tamtej muzyki.
Ale istnieją jeszcze prawdziwi fani , którzy wraz z Jonem mogą spokojnie zaśpiewać : ‘(there)ain’t nobodyleft but us , these days ‘. I może to jest powód dlaczego nie można tracic wiary.
100.000.000 BJ Fans Can’t Be Wrong
kwiecień 6, 2008
Jubileuszowy box set pierwotnie miał się ukazać w okrągłą 20-tą rocznicę powstania zespołu, a więc w 2003 roku. Z powodu wydania THIS LEFT FEELS RIGHT premierę odłożono. Box ostatecznie ukazał się późną jesienią 2004 roku, w 20 lat po debiucie fonograficznym. Składa się z 4 płyt cd i 1 dvd. Na płytach mamy więc 50 kawałków, które nie dostały się na żaden regularny album Bon Jovi (38 z nich nigdy nie ujrzały światła dziennego, pozostałe 12 to kawałki z soundtracków i odrzuty). Nie będzie żadną niespodzianką dla fanów BJ, jeśli powiem że największe wrażenie robią na nas “EDGE OF A BROKEN HEART”, “STARTING ALL OVER AGAIN” czy “GOOD GUYS DON’T ALWAYS WEAR WHITE”. Hity, które znaliśmy ale nie mogliśmy posłuchać. Wielu ludzi zadawało sobie pytanie-jak to możliwe, że takie piosenki(które de facto powinny być singlami)nie zostały umieszczone na żadnej z płyt. No ale to przeszłość. Teraz mamy je na płytach. Z pozostałych odrzutów warto wspomnieć o REAL LIFE(z filmu Edtv, pierwsza piosenka BJ po długiej przerwie w tamtym okresie),LONELY AT THE TOP(odrzut z These days),ORDINARY PEOPLE(odrzut z Crush),TEMPTATION(odrzut z Crush- ale w nowej ciekawej aranżacji) i BREATHE(odrzut z Bounce).Inne piosenki to dema takich hitów jak ALWAYS i SATURDAY NIGHT oraz dwie najnowsze piosenki zespołu “THIEF OF HEARTS” i “LAST MAN STANDING”(Z DVD “THIS LEFT FEELS RIGHT”). Współautorem pierwszej z nich jest Patrick Leonard (producent TLFR), a drugiej Billy Falcon (kumpel Jona, znany z Just Older).”Thief..” to zgrabna piosenka, ale bardzo dobre wrażenie robi “Last Man Standing”. Wspaniały tekst o trudnej sytuacji artysty w dzisiejszym przemyśle muzycznym. Jon dedykował ten utwór min. Bruce’owi Springsteenowi, Eltonowi Johnowi, Bobowi Dylanowi i Tomowi Petty. Dobrze że mamy ten utwór na cd, choć powinien być na nowym regularnym albumie a nie na boxie. Skupmy się teraz na rzeczach zupełnie premierowych. Zacznijmy od cd 1.Płyta zaczyna się w typowy dla BJ sposób, od mocnego uderzenia. WHY AREN’T YOU DEAD i THE RADIO SAVED MY LIFE TONIGHT to klasyczne Bon Jovi, z chwytliwym rytmem i refrenem. TAKING IT BACK- słychać, że kawałek ma moc lat 80-tych.Piosenka zasuwa niczym Homebound Train, ale została odrzucona nie z New Jersey, a z Keep the Faith. Z kolei MISS 4TH OF JULY to typowa ballada chłopaków, podobne wrażenie robi też THESE ARMS ARE OPEN TONIGHT. Nic wyjątkowego, znamy to już.
Ale prawdziwą perełką jest środek albumu- OPEN ALL NIGHT. Nie jest to materiał na hit, ale ma swój urok. Piosenka pochodzi z okresu współpracy z Peterem Collinsem, ma ten sam styl co piosenki powstałe w latach 1994-95.Jon rzadko tak śpiewa jak w refrenie tej piosenki, skala jest naprawdę wysoka. A tak na marginesie-album THESE DAYS miał pierwotnie nazywać się OPEN ALL NIGHT.I wszystko jasne…I GET A RUSH ma fajny rytm, ale to raczej był kawałek przygotowywany z myślą o solowym albumie Jona. Natomiast SOMEDAY JUST MIGHT BE TONIGHT ma także taki fajny groove, typowy dla Jona solo. Hugh jak zawsze odwala dobrą robotę…Potem mamy wspomniane już THIEF OF HEARTS i LAST MAN STANDING. Album nr1 kończy się utworem I JUST WANT TO BE YOUR MAN. Zaczyna się jakoś niemrawo, potem się lekko rozkręca. Robi wrażenie solowego projektu Jona, ale pochodzi jednak z 1994 roku, a więc z okresu Croosroad/These Days.
CD2 zaczyna się bardzo dobrze. GARAGELAND to świetna piosenka, jej struktura sugeruje, że powstała w latach These Days lub Keep the Faith. Jednak jest to prawdopodobnie odrzut z Crush, lub z planowanej płyty Sex Sells. STARTING ALL OVER AGAIN- wiadomo, pierwsza piosenka po powrocie zespołu w 1992 roku. Jak ważna i lubiana jest przez fanów-o tym nie trzeba wspominać. Typowy hit zespołu, żelazny materiał na singiel. Potem czas na balladkę MAYBE SOMEDAY, w skrócie słodkie zawodzenie, ale plusem jest fajny bridge i solo Richie’go. LAST CHANCE TRAIN- pierwsze takty tej piosenki są zbyt podobne do I’ll be there for you, co jest wadą tego kawałka. Ale wysoki śpiew Jona ratuje tę kolejną balladę, podobnie jak fajne solo(zagrane gościnnie przez samego Joe Perry’ego). THE FIRE INSIDE -bardzo fajny akustyczny kawałek. Pokazuje że czasami prostota może być zaletą. Nie ma tu przekombinowanych dźwięków, tylko dwie gitary akustyczne. Następna na liście jest kolejna balladka EVERY BEAT OF MY HEART. Zbyt przewidywalna piosenka, typowa miłosna w stylu BJ. Dobrze że w środku cd mamy taki kawałek jak RICH MAN LIVING IN A POOR MAN’S HOUSE, który przyspiesza trochę tempo. Jest to piosenka napisana przed Crush, według Jona miała się znaleźć na następnym albumie solowym lub zespołu. Jak wiemy nie znalazła się nigdzie. A szkoda, bo Jon śpiewa tu niczym Tom Petty. Tempo następnie ponownie siada dzięki balladce THE ONE THAT GOT AWAY. Godna uwagi jest tylko solóweczka akustyczna Richie’go na końcu utworu. YOU CAN SLEEP WHILE I DREAM- ciekawa(z wpadającym w ucho refrenem- hey, hey,hey etc) ale nie w stylu BJ. Powstała w 1999, więc może ponownie Sex Sells? OUTLAWS OF LOVE- energiczniejszy kawałek, z fajnymi zagrywkami gitarowymi i ciekawym basem. Na pewno plus tego cd. O GOOD GUYS nie trzeba specjalnie się rozwodzić. Podstawa po prostu. Piosenka napisana specjalnie do filmu “The Cowboy Way”. ??wietna na końcówkę albumu. Cd 2 kończy się utworem WE RULE THE NIGHT, z robiącymi świetne wrażenie zagrywkami gitarowymi. Słychać że mamy znów lata 80-te,i to raczej te wczesne. Idealna na koniec płyty i bardzo potrzebna, bo pokazuje z jakich klimatów wywodzi się zespół Bon Jovi. Powrót do korzeni.
CD3 zaczyna się wspaniale. Wspomniany już EDGE OF A BROKEN HEART i SYMPATHY robią jak najlepsze wrażenie. Dwa szybkie numery typowe dla Jona i Co. Ciekawostką jest piosenka trzecia- ONLY IN MY DREAMS. Ma już intrygujące intro, sugerujące kubański styl grania. Ale główną atrakcją jest oczywiście Tico, który już nie pierwszy raz bawi się w frontmana. Efekt jak najbardziej pozytywny. Następne dwie piosenki nie wyróżniają się za bardzo, jedna z nich nawet irytuje(SHUT UP&KISS ME).Ciężko tu mówić o stylu BJ.CRAZY LOVE ma przynajmniej jakąś charakterystyczną strukturę, fajny refren i solo. LONELY AT THE TOP i ORDINARY PEOPLE to dwa następne kawałki, znane już nam doskonale. Szczególnie Ordinary się zawsze wyróżnia dzięki duetowi wokalnemu Jon- Richie. Szybki FLESH&BONE rozgrzewa trochę atmosferę, ale na krótko bo następne jest SATELLITE(Jon się stara ale…).IF I CAN’T HAVE YOUR LOVE to odrzut solo Richie’go, zgrabna balladka, może trochę za słodka ale rekompensuje to świetny wokal Richie’go. Facet po prostu śpiewa z pasją(kawałek pochodzi z 1991, a więc adresatem była Cher). REAL LIFE- piosenka z filmu EDtv, fajna ale może trochę zbyt łagodna. W każdym razie wyjątkowa rzecz dla każdego fana.(ciekawostką jest fakt że na okładce singla uwzględniono na zdjęciu po raz pierwszy i ostatni Hugh, pewnie dlatego, że Dave był kontuzjowany i nie mógł brać udziału w sesji).A propos Dave’a- właśnie on gra pierwsze skrzypce w MEMPHIS LIVES IN ME, piosence z musicalu “Memphis”. Płyta kończy się numerem TOO MUCH OF A GOOD THING. Prawdę mówiąc, można było coś lepszego umieścić na samym końcu.
CD4 ma dziwny początek. I nie dlatego, że LOVE AIN’T NOTHING BUT A 4 LETTER WORD jest złą piosenką. Jest bardzo dobra, tylko że nie za bardzo można zrozumieć dlaczego mamy dwie prawie takie same wersje tej piosenki po kolei(owszem druga to demo, ale co z tego?).Te demo można było sobie darować, albo umieścić je gdzieś indziej. Wracając do LOVE: świetna linia basu i zagrywki Richie’go, zgrabna melodyka(sposób śpiewania sugeruje brytyjską inspirację np. Oasis).RIVER RUNS DRY to kawałek z lat 90-tych najprawdopodobniej, takie teksty i klimaty to These Days. To nie jest zwykła jakaś tam balladka. To jest prawdziwa piosenka. Powinna być na These Days. Demo ALWAYS to może być oczywiście ciekawostka, ale tylko tyle. KIDNAP AN ANGEL to typowa BJ ballada, z wysokim śpiewem Jona i solem Richie’go. Bardziej na plus niż na minus. BREATHE znamy i lubimy, szkoda tylko że nie ma więcej odrzutów z Bounce. Kolejny kawałek to OUT OF BOUNDS. Już po gitarze słychać że znowu mamy lata 80-te.
Szkoda że takich piosenek nie ma na boxie za dużo, a powinno być bo New Jersey miała być w zamierzeniu dwupłytowa. Materiału było więc mnóstwo, wiele odrzutów umieszczono na stronie B singli. LETTER TO A FRIEND rewolucji raczej nie zrobi. Natomiast fajne wrażenie robi inna wersja TEMPTATION, jest chyba jeszcze bardziej tajemnicza od znanej nam wersji. Fajne efekty dźwiękowe. GOTTA HAVE A REASON- z rodzaju wolniejszych, ale z chwytliwym refrenem i akustycznymi gitarami w tle. Przypomina trochę balladki Mr Big. Generalnie w porządku. ALL I WANNA DO IS YOU to raczej znowu Jon solo, owszem refren chwytliwy ale czegoś tu brakuje(a czego? -mocy przede wszystkim).BILLY trochę przyspiesza tempo, przypomina niektóre odrzuty z lat 80-tych, ale powstał w 1992. Pozostawia po sobie pozytywne wrażenie. NOBODY’S HERO pozostawia raczej negatywne, choć dla wielbicieli balladek piosenka będzie udana. Gdy się kończy mamy jeszcze ukrytą niespodziankę- demo Livin’on a Prayer. Ciekawostka dla fanów, teraz widać ile piosenka traci bez porządnej aranżacji, bez gitar i ściany dźwięku.
Podsumowując, box set jest świetnym prezentem dla fanów zespołu. Jest swoistym muzycznym przekrojem przez dwie dekady istnienia zespołu. I dziwią mnie tak złe recenzje we wszystkich światowych magazynach muzycznych. Recenzenci zapomnieli chyba, że to nie dla nich wydano ten box. Spodziewali się chyba kolejnego ‘the best of’, a dostali coś, co nie bardzo rozumieją. Po co w ogóle brali się za recenzowanie? Natomiast my jako fani możemy ten set obiektywnie ocenić(poza tym jest nas 100mln i nie możemy się mylić, zgadza się?).W skali 6-stopniowej wystawię 5-.Dlaczego?Bo mogło być lepiej. Brakuje takich piosenek jak “Neurotica”, “Standing” czy “Another Reason to Believe”. Uważam też za niepotrzebne dema Always i Saturday Night. Powinno być mniej ballad, a więcej czadu z lat 80-tych.Dobra, dosyć wad. Teraz zalety. Przede wszystkim wspomniane już ‘Edge”i ‘Starting’, ‘Good Guys’ i ‘Real Life’, świetne początki poszczególnych cd, ciekawostki takie jak Tico i Dave na vocalu, ‘Thief of Hearts’ i ‘Last Man Standing’, ‘Open All Night’ i ‘River Runs Dry’, powiew lat 80-tych(’We Rule the night’, ‘Out of Bounds’).Generalnie wspaniała rzecz i świetny dodatek do regularnej dyskografii zespołu (szczególnie jeśli wspomnimy jeszcze o jubileuszowym dvd).Cieszmy się z tego box setu i czekajmy na następny(za 20 lat?).Keep on rockinâ??!!! By the way- niefortunna okładka box setu nawiązuje do wydawnictwa Elvisa Presleya, który na zdjęciu był ubrany w złote ciuchy (â??50 mln fanów nie może się mylić). No cóż, skromnością chłopaki nie grzeszą…
Keep The Faith
kwiecień 6, 2008
Po 4 latach przerwy zespół powrócił. Tytuł płyty mówi i wyjaśnia prawie wszystko. Po wielu problemach osobistych i kadrowych jeden z największych zespołówlat 80-tych wraca, by stawić czoła nowej nieciekawej rzeczywistości i grunge’owi. Nowy management, nowy producent, nowe brzmienie, ale to wciąż stare Bon Jovi we wspaniałej formie. Piosenka tytułowa staje się w bardzo krótkim czasie hymnem i do dziś śpiewana jest wraz z Jonem przez wypełnionepo brzegi stadiony. Kolejny świetny kawałek to ‘I’ll sleep when I’m Dead’ -radosny i optymistyczny numer do którego nakręcono zabawny teledysk. Tradycyjnie mamy świetną balladę-nikomu nie trzeba przedstawiać ‘Bed of roses’. Ale zespół dowodzi że wciąż ma ‘rockowe pazury’: ‘I believe’,'If I was your mother’ czy ‘Fear’ to wspaniały rock a la Bon Jovi. Jednak najwspanialszą kompozycją na płycie jest piosenka która powinna być zaliczona w poczet najlepszych rockowych kawałków wszechczasów: ‘Dry County’. Jest to utwór który pokazuje jakim wspaniałym tekściarzem jest Jon Bon Jovi. Perfekcyjnie dopracowany, ze zmianami nastrojów i przepięknym solo Richiego Sambory utwór ten trwa prawie 10 minut. Jak dla mnie mógłby nigdy się nie skończyć. ‘In these arms’ to kolejny hit (także na CROSSROAD) podparty fajnym teledyskiem ‘with live atmosphere’. I to wystarczyło by zespół sprzedał prawie 10 milionów egzemplarzy. Powrót się opłacił i to nie tylko finansowo. Przybyła rzesza nowych fanów która do dzisiaj dochowuje wiary.
Crossroads
kwiecień 6, 2008
W roku 1994 mineło 10 lat od debiutu. Postanowiono to uczcić wydając składankę największych hitów zespołu plus dwie nowe kompozycje. I choć parę wspaniałych piosenek zostało tu pominietych (’Born to be my baby’, ‘Living in sin’, ‘I’llsleep when I’m dead’) album ten jest jedną z najbardziej przebojowych kompilacji w historii. Zaczyna się od dwóch hymnów: ‘Livin’ on a Prayer’ i ‘Keep the faith’. Potem pojawiają się dwie nowe piosenki, których produkcji podjął się nowy współpracownik zespołu Peter Collins. ‘SomedayI’ll be Saturday night’ a zwłaszcza ‘Always’ odniosły niesamowity sukces (praktycznie przez cały rok ‘94 media grały te piosenki bez przerwy). Kolejne piosenki to dobrze znane wszystkim znaki firmowe zespołu: ‘Wanted…’, ‘Lay yourhands…’, ‘ You give love a bad name’ etc. Ciekawostką jest umieszczenie na płycie piosenki ‘Blaze of glory’ z solowego albumu Jona (autor zgarnął za nią Złotego Globa i był nominowany do Oscara). Mamy oczywiście największe ballady zespołu: ‘Bed of roses’, ‘ I’ll be there for you’, ‘ Never say goodbye’. No i są piosenki od których wszystko się kiedyś zaczęło: ‘Runaway’ z pierwszego longplaya oraz ‘In &Out of Love’ z drugiego. Piosenek mogło być więcej - Jon nawet myślał o dwupłytowym wydawnictwie ale potem doszedł do wniosku,że byłoby to ‘rynkowe samobójstwo’. Lider planował nawet umieścić na CROSSROAD solowe dokonania swojego axemana wyborowego Richie’go Sambory. Tak czy inaczej pojawienie się kiedyś CROSSROAD 2 jest bardzo prawdopodobne. Ten album to 15 piosenek największego zespołu lat 80-tych. Kawałek historii i sentymentu, pewne podsumowanie 11 lat działalności, kawałek rock’n'rolla. Prawdziwa uczta.
These Days
kwiecień 6, 2008
Rok 1995 przyniósł wiele zmian. Przede wszystkim odszedł Alec John Such. Został szybko zastąpiony przez basistę sesyjnego Hugh McDonalda, który okazał się starym dobrym znajomym Jona jeszcze z czasów ‘Runaway’. Zespół spędził mnóstwo czasu w studiu dopracowując album. Ostatecznie płyta ukazała się w maju ‘95 a singlempromującym była piosenka ‘This ain’t a love song’. PeterCollins , Jon Bon Jovi i Richie Sambora zajęli się produkcją, Desmond Child jak zwykle służył swoim geniuszem. Powstała płyta niezwykła, zupełnie niekomercyjna i praktycznie pozbawiona przebojów, ale za to szczera i dojrzała jak żadna inna. Prawdziwy profesjonalizm i doświadczenie, świetne kompozycje i najlepsze teksty jakie kiedykolwiek Jon i Richie napisali. To nie jest płyta dla mas i nastolatków. Jej ogólny pesymistyczny wydzwięk i bunt był skierowany do ludzimyślących, a nawet do Boga (’Something for the pain’, ‘HeyGod’). No i oczywiście znajomość angielskiego to klucz do’These Days’. Krytycy na całym świecie (poza Polską) piali z zachwytu. Album był chwalony praktycznie wszędzie i to pomogło mu się sprzedać( 10 milionów). Piosenki ‘Hey God’ i ‘My Guitar Lies Bleeding’ zostały pochwalone przez samego Micka Jaggera. THESE DAYS TOUR trwała przez półtora roku. Zespół odwiedził nawet Indie i RPA, a także Czechy (tradycyjnie omijając Polskę). Album otwiera buntowniczy ‘otwartylist’ do samego Boga. Swietny ostry kawałek, który zespół specjalnie (na złość) wykonał podczas rozdania nagród MTV. Potem jest wspomniany ‘Something for the pain’ gdzie trzecią zwrotkę śpiewa Richie. Także na tej płycie znajduje się hymn: ‘These Days’. Piosenka o naszych czasach gdzie wszyscy gdzieś gonią i o coś walczą. O samotnosci i zagubieniu - chociaż czasy się zmieniły to Rzym wciąż płonie, a Ziemia wciąż się kręci. I tylko refren daje iskierkę nadziei kiedy Jon śpiewa że teraz zostaliśmy tylko MY ( a więc zespół i jego wierni fani). Tradycyjnie mamy ballady ale tym razem bardziej szczere i gorzkie : ‘This aint a love song’, ‘Lie to me’, ‘It’s hard’, ‘ Diamond Ring’ i ‘Bitter Wine’. Pozostałe piosenki podejmują problemy dzisiejszego świata np. narkotyki (’Something to believe in ‘, ‘All I want is everything’) czy problemy uczuciowe (’Damned’ , ‘Hearts breaking even’). Ale i tak arcydziełem tego albumu jest przepiękna kompozycja ‘My Guitar lies bleeding in my arms’. Strasznie depresyjna a nawet destrukcyjna pokazuje nagą prawdę o dzisiejszej szarej rzeczywistosci. Muzycznie dopracowana w vnajmniejszych szczegółach. Richie zagrał tu najwspanialsze solo w swojej karierze (są jeszcze dwa które mogłyby z nimkonkurować: Dry County i These Days). Ta płyta to prawdziwa rozkosz słuchania. Prawdziwy klimat i atmosfera dla ludzi trochę bardziej wymagajacych. Za parę lat klasyka.
Destination Anywhere
kwiecień 1, 2008
Parę miesięcy roku 1996 Jon spędził w Londynie na planie filmu ‘The Leading Man’. Owocem tego pobytu był nie tylko sam film, ale również większość piosenek, które trafiły potem na drugi solowy album lidera.
Pomiędzy planem filmowym a swoją przyczepą gdzie komponował, Jon bywał również na miejscowych imprezach. Na jednej z takich zabaw Bruce Willis przedstawił Jonowi Dave’a Stewarta (z Eurythmics). Panowie postanowili coś razem stworzyć. Rezultat poznaliśmy w roku 1997, kiedy to miała miejsce premiera płyty’Destination Anywhere’. Chociaż Stewart współtworzył i współprodukował dzieło-to jednak nie mógłby powiedzieć że to jego album.
Płyta jest bardziej brytyjska-to prawda, ale jest także po części amerykańska(pozostałe piosenki Jon napisał pod koniec 96 roku w New Jersey i Los Angeles). Trzecim producentem płyty(poza Stewartem i Jonem) został Stephen Lironi.
Najbardziej amerykańską piosenką albumu okazał się utwór ‘Ugly’autorstwa Jona, Erica Baziliana i Desmonda Childa. Prosty, nieskomplikowany kawałek został 4-tym singlem, a teledysk do tej piosenki składał się wyłącznie z fragmentów filmu ‘Destination Anywhere’ (do tego filmu Bruce Willis skombinował Jonowi swoją ówczesną żonę Demi Moore).
Album otwiera jedna z bardziej żwawych(i udanych) kompozycji z tej płyty-’Queen of New Orleans’.Fajna gitara,oryginalny sposób śpiewania i melodia łatwo wpadają w ucho.Teledysk jest efektowny wizualnie(zwłaszcza ‘private dance’-he,he). Gdyby nie te ’sia lalala’ byłoby idealnie. ‘Janie Dont Take Your Love to Town’ to chyba najbardziej beatlesowski kawałek jaki Jon napisał : akustyczna gitara, śpiew a la McCartney, tekst zainspirowany kłótnią z żoną…Może niepotrzebnie użyto tu organów na początku i smyków na końcu…
Trzeci kawałek to zarazem 1-szy singiel-’Midnight in Chelsea’. Typowo brytyjska popowa balladka, która dla mnie (i nie tylko) była szokiem. To nie piosenka Jona, tylko Dave’a Stewarta-który jest mistrzem w takich klimatach i rozmaitych ’sia lalalach’. Typowo brytyjskie granie(także z użyciem loopów) reprezentują piosenki typu : ‘Staring at Your Window…’, ‘Its Just Me’, ‘Learning How to Fall’ czy ‘Naked”.
Dwa ostatnie z tej listy + ‘Midnight..’ absolutnie nie pasują do stylu Jona. Mogłoby ich spokojnie nie być na tej płycie. Ale za to bardziej amerykańskie granie rekompensuje nam po części te wpadki - ‘Ugly’, ‘Little City’, ‘August 7,4:15′. Wg Jona najlepszymi kawałkami są:’Every Word Was a Piece of My Heart’, ‘Little City’ i ‘Destination Anywhere’. Dodajmy do tego jeszcze ‘August…’ i mamy zestaw najlepszych kompozycji na tej płycie.
Teksty tych piosenek są bardzo osobiste,wręcz introspektywne, dotyczą ważnych rzeczy : ‘Destination..’mówi o niepewności co przyniesie przyszłość (Jon był w kropce-nie wiedział czy poświęcić się karierze solowej, filmowej czy też robić comeback zespołu) ; ‘Little City’ dotyczy samotności i zagubienia - jedynym ratunkiem jest znów zobaczyć swoje rodzinne miasto, do którego zmierza samochodem bohater tej świetnej kompozycji ; a ‘August 7,4:15′ jest dedykowany zmarłej córce managera BJ Paula Korziliusa. Jest to zarazem najbardziej rockowy utwór na płycie.
Zamykający album bonus track ‘Cold Hard Heart’ to bardzo ciekawa pesymistyczna balladka, pasująca klimatem do płyty i do Jona solo(szkoda tylko że 3 lata pózniej podobną piosenkę pt. ‘She’s a Mystery’ Jon postanowił umieścić na CRUSH-co było lekkim nieporozumieniem, bo ‘She’s a Mystery’ pasuje do Jona solo, a nie do kapeli BON JOVI).
Album odniósł umiarkowany sukces(głównie w Wielkiej Brytanii i Niemczech), a Jon odbył krótką trasę ze swoim solowym zespołem ‘THE BIG DOGS’ (min.Hugh McDonald, Bobby Bandiera, Jerry Cohen) odwiedzając Paryż, Londyn czy Wiedeń. Pokazał inną stronę Jona-bardziej poetycką, osobistą, filozoficzną- a co za tym idzie-bardziej dojrzałą. Jon po raz drugi pokazał ,że bez zespołu też sobie świetnie radzi. I to zostało docenione przez fanów i krytyków(Jon dostał nagrodę MTV dla najlepszego wokalisty solowego roku ‘97; odbierając tę nagrodę był wyraznie speszony i powtarzał że wróci tu niedługo, ale z zespołem BON JOVI). Szkoda tylko że płyta jest zbyt brytyjska i mało rockowa.Ale to już wina Dave’a Stewarta, któremu Jon chyba za bardzo zaufał. Miejmy nadzieję, że następny solowy projekt Jona będzie typowo amerykański jak ‘Undiscovered Soul’ Richie’go.



Ostatnio komentowane